Współczuję sprzedawcom – byłem jednym z nich

typy klientów

Okres świąteczny to czas żniw dla firm. Jest to także prawdziwa szkoła przetrwania dla sprzedawców, którzy podczas gorączki świątecznej przeżywają piekło. Szczerze im współczuję, bowiem swego czasu byłem jednym z nich. I też musiałem pracować w okresie narodowego zakupoholizmu.

W swojej karierze, zdarzało mi się pracować zarówno w sklepie komputerowym, jak i… obuwniczym. Dwa przeciwległe światy połączył jeden wspólny mianownik.
Klient.
A uwierzcie mi – szczególnie ten świąteczny potrafi być piekielny.

Szarpacz

Szarpacz to człowiek, który ustawia się pod drzwiami wejściowymi na 5-10 minut przed otwarciem sklepu i ciągnie za nie. Często głośno wzdycha i teatralnie wymachuje rękami, pokazując na migi zegarek. Kiedy krata podjedzie do góry lub przekręci się zamek – bez ceregieli rozpoczyna swój atak:
– Tak traktujecie klienta?! Przecież widzieliście, że stoję, nie można otworzyć chwilę wcześniej? Korona z głowy, by wam nie spadła!
– Pan powinien mieć koszulkę: „praca mnie męczy”!

Istnieje także łagodniejsza odmiana:
– Tak, tak! Wiem, że jeszcze zamknięte, ale ja tylko po JEDNĄ rzecz!

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że pracownicy dzień rozpoczynają od przeliczenia gotówki, papierkowej roboty i ewentualnej kawy na którą później nie będą mieć czasu. Zwłaszcza w dużych galeriach. W przypadku firmy z częściami komputerowymi – system sprzedaży uruchamiał się w wybranych godzinach i nie było szans na sprzedaż poza oknem czasowym. Ale według szarpacza, to ty jesteś odpowiedzialny za rychły upadek firmy. Taki złośliwy pracownik to wstyd!

Nocny marek

Podobny do szarpacza, ale przychodzi przed samym zamknięciem. Jeśli pracujesz do 22:00, to przyjdzie o 21:59. Nie wolno pokazać mu, że się irytujesz, bo zacznie ci prawić morały („no przecież na drzwiach jest kartka, że otwarte jest do 22:00!”). Albo co gorsza… będzie siedział tak długo, jak tylko się da. Ty nie możesz mu nic powiedzieć, a on ma z tego niezły ubaw. Bo przecież:

Klient nasz pan!

Najgorszy z możliwych. Gwiazda przekonana, że wszyscy oprócz niego to plebs. Traktuje cię z góry i nawet nie próbuje być miły, sądząc że nawet mycie podłóg jest powyżej twoich kwalifikacji. To nic, że studiujesz i zarabiasz na siebie. Jesteś zerem. Jeśli za wolno wykonujesz polecenia, czegoś nie wiesz lub co gorsza się zbuntujesz, straszy cię magicznym:
– Pan sobie nie zdaje sprawy kim jestem! Ja Pana zniszczę!

Matka Teresa

Przeciwieństwo gwiazdora. Przychodzi w dni, kiedy wszyscy cieszą się dniem wolnym np. wigilią. Ten typek irytuje tym, że jest przesadnie miły. Jeśli przez cały dzień obsłużysz około 30 klientów, możesz być pewien że 28 z nich ze współczuciem wspomni:
– Och, jak ja Panu współczuję! Pracować w święta to musi być MA-SA-KRA! Pewnie odlicza Pan minuty, kiedy będzie mógł Pan już iść do domku, co?

Fajnie, że ktoś się z nami sprzedawcami jednoczy, ale to prawie jak współczuć powodzianom – wlewając im do mieszkania kolejne wiadra wody. Jeśli ktoś serio współczuje – powinien siedzieć w domu, zamiast biegać po galeriach. Nie wierzę, że taki typ przychodzi do sklepu tylko po to, by okazać jak bardzo jest mu nas szkoda.

Ja tylko paczam

Typowy. W pół godziny potrafi przymierzyć większość tego co masz na stanie, robiąc przy tym taki burdel, że masz zajęcie do końca zmiany. Często przejawia cechy nocnego marka.
W pamięci na zawsze pozostanie mi para klientów, którzy wpadli do sklepu o 21:55, już od progu oznajmiając:
– Pan sobie nie przeszkadza! My przyszliśmy tylko pooglądać, bo trochę nam się nudzi, a seans w kinie zaczyna nam się dopiero za pół godziny.

Wyprosić takich nie można, ale istnieje „aluzja”. Zamyka się szafki, przygasza światło, uchyla kratę. Niestety na tę dwójkę to nie podziałało i po 20 minutach radosnego zwiedzania, stwierdzili:
– Przepraszam, ale mógłby Pan jeszcze na chwilę zapalić lampy? Bo żona ma ochotę przymierzyć WŁAŚNIE TE buty.

No pewnie, że można. A co tam.

Reklamator

Kupiłeś coś, co się rozsypało jeszcze w drodze do domu? Masz prawo do reklamacji – nikt ci tego nie odmawia, zwłaszcza pracownik, który nie chce tłumaczyć się za chłam, który sprzedaje. To nie jego wina, że firma zamówiła jakiś badziew.  Zdarzają się jednak ludzie, którzy reklamują wszystko.

Do najciekawszych przykładów należy pani, która wpadła do sklepu od progu krzycząc, że ją podle oszukano, okradziono i naciągnięto. Po dłuższej próbie wyjaśnienia sprawy udało się ustalić fakty:
1. Pani przyszła zareklamować buty.
2. Bo już są brzydkie.
3. Kupiła je w innej galerii.
4. Co prawda nie w naszej sieci, ale przecież mamy je w ofercie, więc w czym problem?

Handlowiec

Twoja konkurencja, almanach handlu. Powinieneś mu dać rabat za sam fakt, że tu przyszedł. Jeśli masz promocję, powie, że przyklejacie metki, a cena jest sztucznie zaniżona. Nic nie kupi, nie jest to stały klient, ale w niczym mu to nie przeszkadza. Potrafi wykłócać się o rabat, nawet przy zakupach mających relatywnie niskie kwoty.
Kable za 20 zł?
Rabat!
Czytnik za 30 zł?
Upust!
Kiedy mu odmawiasz, zaczyna personalne wycieczki:
– Pan to jednak chciwus jest!
– Klientowi wcześniej dał pan upust! (oj tam, oj tam – płacił tylko 6000zł gotówką).
– Chce mnie pan oszukać!

Wszystkie typy klientów zdarzają się przez cały rok. Okres świąt jest jednak szczególny, ponieważ zwiększa się ich ilość i występowanie w jednym czasie. Do tego – tłumy, szał zakupów, stres – dają się we znaki wszystkim. Dlatego dbajcie o sprzedawców. Nie odkładajcie zakupów na ostatnią chwilę, albo przynajmniej nie uprzykrzajcie im życia. Przy odrobinie sympatii – to właśnie oni szepną ci do ucha, że polecany sprzęt został uznany za firmowy bubel roku, a ryba którą chcesz kupić jest niekoniecznie świeża. No, chyba, że frajdę sprawia ci gnębienie ludzi – idź do sklepu z reklamacją w wigilię, przed samiutkim zamknięciem. Potruj im trochę o tym jacy są biedni – kiedy w końcu wyjdziesz, każdy pracownik uzna to za cud.

Fot. Walmart Grocery Checkout Line in Gladstone, Misouri/Flickr/Walmart/CC

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • Sarra

    Dobry tekst 🙂 Oj, jak on do mnie przemawia…. Za moich McDonaldsowych i lotniskowych czasow nasluchalam sie i przezylam swoje. Ale: o ile jest to tylko praca na dosyc krotki czas, uwazam takie doswiadczenia za cenne. Musze przyznac, ze mnie to troche zahartowalo. I o dziwo, pasazerowie na lotnisku, ktorzy przez spozniona taksowke spoznili sie na samolot i o zgrozo samolot nie poczekal na nich (!) sa gorsi niz niecierpliwi klienci w mckwaczu 😉

    • Ile form pracy tyle przeżyć 🙂 A wystarczyłaby odrobina cierpliwości ze strony klientów i wszystkim byłoby lżej!

      • Hubert

        tylko klientow? a sprzedawcy juz nie musza byc cierpliwi?

        • MSHP

          I tutaj się w 100% zgadzam. Ilu sprzedawców ma naprawdę wiedzę nt. tego co sprzedaje. Ilu sprzedawców chce się dowiedzieć więcej niż to co jest napisane w katalogu. Ilu sprzedawców w ogóle poszło do kierownictwa porozmawiać o warunkach płacowych. Ale dodam od siebie, żeby pójść i rozmawiać o tych warunkach, trzeba już coś mieć w garści. Najpierw Ty wymagaj od siebie, a później wymagaj od innych.

          • Hubert

            Amen.

        • Owszem, powinni. Tekst odnosił się jednak do trudnych klientów, o dziwnych sprzedawcach musiałbym napisać drugi wpis.

          • Hubert

            Rozumiem. Wtedy stane po stornie sprzedawcow 😉 Zawsze sa dwie strony medalu. Najlepiej poznac obie strony i na ich podstawie dopiero wyciagnac wnioski. Przed swietami wiecej osob ma wolne, wiecej jest promocji, wiecej ludzie kupuja. Wiecej pracy, mnie wypoczynku. Wszyscy i klienci i sprzedawacy sa bardziej zmeczeni, wiec jednoczesnie bardziej podatni na stres. Czasem moze zdenerwowac szczegol, ktory normalnie przeszedlby nam kolo ucha. A wiec spokoju i wyrozumialosci dla obu stron lady w te swieta. A dla wszystkich zbulwersowanych sprzedawcow: zanim dacie sie wyprowadzic z rownowagi – pamietajscie, ze jak Wy bedziecie jesc kolacje wigilijna, badz odwiedzac znajomych w swieta, albo bawic sie na zabawie sylwestrowej, to niektorzy beda pracowac. I moze znajda jedna chwile, zeby wpasc do sklepu przed samym zamknieciem kupic buty, telefon, albo szynke, bo wczesniej nie mogli… o ile w ogole beda mieli czas na zakupy.

  • manowce

    zapomnieliście wspomnieć o klientach, którzy mają pretensję, że zabrakło towaru i że torebki/pakowanie płatne…

    • Hubert

      No jest denerwujace tylko dlatego, ze sklepy przyzwyczaily nas do darmowych reklamowek. Ogolnie to dobrze – kiedys kazdy chodzil z reklamowka swoja i bylo dobrze – nie bylo tyle plastikowych jednorazowek wokol nas. Czas to zmieni – ludzie znow sie przyzwyczaja do noszenia siatek ze soba … mam nadzieje.

      • Torebki jednorazowe bezplatne. Tu chodzilo o pakowanie np. Prezentu …

        • Hubert

          bezplatne? chyba nie. to bylo dawno i nieprawda. A jesli chodzi i pakowanie prezentu – no to w niektorych sklepach sa rzeczywiscie bezplatne i widocznie Ci ludzie mysla, ze to norma.

          • Jak sklepie odzieżowym pakują Ci zakupy to nie płacisz za siatkę…. za siatkę płaci się w marketach. A profesjonalne pakowanie prezentu w 99% jest płatne

          • Hubert

            Spotkalem sklepy odziezowe, gdzie placi sie za reklamowke. Pakowanie prezentu – nie wiem czy 99%, ale moge zgodzic sie, ze wiekszosc nie ma takiej opcji.

          • Frogen

            Reklamówki są i będą płatne… na Finansach Publicznych mieliśmy, że państwo wymaga jednak, że te reklamówki są płatne, ponieważ ludzie zastanowią się kilka razy za nim kupią następną… poza tym, że mamy zaśmiecony kraj plastikiem, to m. in. to…

            Wracając do rozmowy o problemach na sklepie podam przykład firmy Lidl.
            Po pierwsze jak dla mnie tzw. „potworni” klienci są i będą zmorą. Ja nie dyskutuje ja ignoruje każde zaczepki, albo po prostu wzywam kierownika. Niestety są takie pewne problemy w czasie pracy, które jednak góra powinna rozpatrzyć. Po pierwsze te głupie akcje przed świętami… super wszystko ok stikeezy, książki i noże… ból tyłka niektórych – nie przeczyta regulaminu i przychodzi wytrząsa się jak może – „mnie się należy”, „a kto czyta regulamin”, „a oni to zawsze małymi literkami”, „a piwo to alkohol?”, „a to nie dzisiaj ta akcja? a to ja nie chce tych towarów… (zostawia taśmę pełną zakupów i wychodzi), „a gdzie napisane, że akcja się skończyła?” itp, itd. Nie wyobrażam sobie ja jako klientka wszczynać awantur w tesco bo znów po raz kolejny nie uzbierałam na garnki. Jak można przychodzić i wytrząsać się na kasjerów? – „a bo oni specjalnie tak robią… a bo państwo to tak robi żeby klienta zmylić, a nigdzie nie było napisane…”

            Miałam akcje klient z klientką awantura, bo zła cena na opakowaniu a na kasie inna. – No przecież niższa o co chodzi? Na paragonie będzie odjęte
            -Tak właśnie w błąd klienta wprowadzacie… (ale niższą ceną?)

            Nie mówiąc o buractwie. – przepraszam może pani podjechać… muszę wrzucić pierwszy artykuł
            -a ona tego nie zrobi i nie ma takiego zamiaru… (a jaki byłby problem przystać na głupią bo głupią procedurę)

            Inny klient potwór… przychodzi jak do swojej firmy i „ty taka owaka przynieś mi bo zamawiałem truskawki” a na kasie uczy mnie ważyć ananasa… albo awanturnik bo ja musze kupić kurczaka… -ale nie ma kurczaków, nie było w dostawie, zapraszam w tyg będą kurczaki w promocji… – ale moi klienci czekać nie będą… (sorry ale to już poniżej pasa… kupuje w lidlu i sprzedaje u siebie w sklepie?!)

            Jeżeli chodzi o wychodzenie z pracy… nikogo to nie obchodzi o której wyjdzie klient, nie można go wygonić… sklep zamknięty a tam wbiegi przez wejściowe. Światło gasnie a ci udają… – „o to już zamknięte?” oczywiście nie mam do tych osób nic faktycznie może nie zdążyły zrobić zakupów, ale my mamy wyjść o 22. I centrali u góry nie obchodzi jak… mamy wyjść. Powyżej robią się problemy, tłumaczenia dlaczego tak itp..

            Rozumiem ludzi i lubię współpracować z klientami, ale tylko chciałabym, żeby traktowali nas jak ludzi a nie bydło. Studiuje, pracuje mam rodzinę… jeżeli się uda zawsze pomagam klientom… naprawdę jak mogę to zawsze

  • piotrek

    Pracując w Ikea idąc na swoje stanowisko pracy przez magazyn samoobsługowy najlepsi byli klienci którzy wymagali by np 3 strony listy zakupów pokazać im palcem „bo to jest pana obowiązek”. przynajmniej pół godziny z głowy, w ciągu dnia przez sklep przechodzi 15 tys osób, i oczywiście garstka pracowników ma dla każdego nielimitowany czas by chodzić i pokazywać palcem proszę wziąć to i to i to…

  • Kaja

    5 lat w Leroy, w warszawskiej arkadii uodporniło mnie chyba na większość typów klientów. Ma być ładne i tanie, wszystko ma standardowy wymiar, ja tylko jedno pytanie itp itd… po tym doświadczeniu w każdym innym sklepie jest nudno 🙂

  • Azmin

    w dupach się poprzewracało wam. klient to PaN, pomimo swoich ułomności.

  • anonimmm

    Nocny Marek z komentarzem przy kasie : ale przecież ja mam pieniądze , nie jestem jak Ci ( pokazując palcem na parę studentów ) co tylko promocji szukają! Pieniądze może ma ale klasy nie.

  • Hubert

    wiele problemow wynika ze zlej organizacji, ze zlego nastawienia pracownika, ze zlej relacji pracownik pracodawca. jezeli sklep jest otwart do 22, to pracownik myje podloge o 21:55 i ma pozniej pretensje do klienta, ze wlazi buciorami na swiezo umyta podloge. a wysatrczy sie dogadac z szefem, ze placi do 22:30 – wtedy spokojnie mozna po zamknieciu umyc podlogi, przeliczyc kase itp…
    a jesli nie pasuje pracowac w swieta – nie pracujcie, a nie potem narzekac. jesli wszyscy sklepikarze by nie chcieli przyjsc w swieta – sklep musialby byc zamkniety … i na pewno pracodawca nie zdazylby przed wigilia znalezc kogos do pracy na swieta, a jesli tak to by byla motywacja do znelezienia lepszej pracy.

    co do ogladania po zamkniecu – to chyba tak nie mozna. sklep do 22, wiec kasy zamkniete – przepraszam, nie mozna zapalic lamp, bo sklep jest juz zamkniety. zapraszam jutro, chyba ze chcecie ukrasc te buty.

    co do „handlowca” – to dobry marketingowiec potrafilby takiego klienta zamienic w stalego klienta … no oczywiscie nie zawsze … sa rozne sytuacje, jednak nie znacie dnia ani godziny, kiedy przyjdzie staly klient    

    ps. fajna porada na sam koniec: jak bede sie czul samotny i zdolowany, pojde do sklepu w wigilie przed samym zamknieciem z reklamacja – od razu poprawi mi sie humor   a pozniej pojde zrobic zakupy na swieta, pozniej mi zabraknie gotowki, pozniej przypomni mi sie, ze moge zaplacic karta, a na koniec stwierdze, ze jednak nie jest mi to wszystko potrzebne i oddam jedna bulke, a buty zamienie na inny model, bo nie zauwazylem, ze te sa szarymi nicmi szyte a ja chcialem cale czarne  
    ps2. a tak powaznie … to nic z tego nie jest az takie zle. pamietajcie, ze moze byc lepiej, ale moze tez byc gorzej. wiec mozna o tym wspomniec, ale po co zaraz narzekac. ida swieta – nie lepiej skupiac sie na pozytywach? przychodza ludzie usmiechnieci czasem, zostawiaja napiwki, zamienia pare slow, bo wczesniej nie wcyhodzili do sklepu, bo caly rok pracuja, a na swieta maja chwile wolnego – i takich ludzi nie spotka sie na co dzien. i na pewno wiele innych pozytywow by sie znalazlo. a jak by sie neggatywnie nastawialo i i wiecej negatywow by sie znalazlo.

    • Alex

      Oj…. najwyraźniej osoba, która napisala ten post, nigdy nie miała okazji być po „drugiej stronie lustra”. Z takim nastawieniem, że to obsługa ma złe nastawienie, lepiej zmienić własne nastawienie do sprzedawców, a potem pisać takie posty tudzież przekraczać próg sklepu 😉

      • Hubert

        Mylisz sie. Bylem po drugiej stronie. Od czasu do czasu spotykam sie z takim zachowaniem w innym zawodzie. Tacy sa ludzie. Nie tylko dla sprzedawcow, obslugi sklepow, restauracji itp. Ludzie sa rozni – lepsi i gorsi. Sam osobiscie nie mam zlego nastawienia do sprzedawcow. Zmieniam sklep, jesli mi on nie odpowiada. A jak mi sie skoncza sklepy – zmienie potrzeby, albo stane sie samowystarczalny – wlasna produkcja albo zajme sie inedia i medytacja 😉 .Ale Sprzedawcy to tez ludzie – wiec nie mozna oczekiwac, ze wszyscy sa super i bez winy. Nie mozna patrzec na sprawe z jednej perspektywy, ale z obu. Kontakty z ludzmi to nie tylko praca. Z roznymi zachowaniami mozna sie spotkac na codzien … o ile sie nie siedzi przed komputerem poza praca. Trzeba nauczyc sie sobie z nimi radzic. A jesli nie – to ich unikac. A zlosc i flustracja chyba jeszcze nikomu nie pomogly.

        • nnnnnn

          jak wytłumaszycz mi w takim razie telefon o 20:58 gdzie jest transport skoro miał być do 18. Dodatkowo proszę cię ustal z jakąś firmą dużą – nie sklepikiem z komputerami tylko z sieciówką, że ty zostaniesz dłużej jak Ci zapłacą. Jak wytłumaczysz klienta który przycodzi o 20:50 zastanawia się nad kinem domowym i decydując się na nie o 20:59 każe je pakować. Sprzedawcy mają rodziny, dzieci, mają też wywalone jaja na pracę po pracy. Dlaczego ja mam szanować i cieszyć się z klienta który nie szanuje mojego czasu ani czasu mojej rodziny? Dodatkowo za komuny stali Ci klienci 2 dni w kolejce za lodówką wychodzili z pralką i byli przeszczęśliwi. teraz nie wystoją 5 minut w kolejce tylko się wciskają i zaczynają : Ja tylko jedno pytanie? Macie w ofercie Nokie Lumie 520? MAMY…. No bo ja mam taki problem że nie mogę zdjęć skopiować na karte. I gdzie kultura i gdzie poszanowanie dla drugiego człowieka.

          • Hubert

            kino domowe to duzy zakup. jesli szefowi nie zalezy na jego sprzedazy i nie chce zeby sprzedawca zostal duzej i je sprzedal – poprosic klienta zeby przyszedl nastepnego dnia. jesli sie rozmysli lub pojdzie gdzie indziej to szef sie moze zastanowi czy warto stracic kilka zlotych za pol nadgodziny. pozatym jesli taka sytuacja zdarza sie sporadycznie – to tez w tym nic zlego raczej nie widze … chyba, ze sprzedawcy ma uciec autobus ostatni – wtedy tez nie widze inej opcji jak zamknac sklep, albo poprosic szefa o odwiezienie.
            co do wpychania sie „na chwile” – mnie to tez irytuje. tam kultury na pewno nie ma. jest tam gdzie ktos pusci kogos w kolejke, podziekuje, pomoze i w wielu innych miejscach. jak sie otworzy oczy to sie ja dostrzeze. a jak sie skupi tylko na negatywach – to tylko je sie bedzie dostrzegalo.

    • sprzedawca

      oj żałosna wypowiedź! ludzie chodza do sklepow i poniżają innych bo sami sa codziennie gnojeni w pracy szkole domu. Co do pracy w świeta nie ma że nie chcesz masz i już a pracuje się bo własnie takie zjeby chodzą w wigilie i nne świateczne dni po sklepach

      • Hubert

        nie rozumiem – dlaczego zalosna? ludzie chodza do sklepow z dwoch powodow – bo czegos potrzebuja oraz bo sa otwarte! gdyby mieli lepsze zajecie, a by nic nie potrzebowali – to by nie chodzili … a juz na pewno by nie chodzili, gdyby byly zamkniete.
        Jesli myslisz, ze „nie ma, ze nie chcesz” – to Twoja wypowiedz wydaje sie raczej zalosna. Zal mi troche Ciebie – bo to troche jak niewolnictwo – tylko zamiast mieszkac u swojego pana, ktory mowi Ci co, jak i kiedy pracowac – to musisz sam jeszcze zaplacic za mieszkanie, jedzenie a do tego za dojazd do pana do pracy. Bardzo mily z Ciebie z sprzedawca – „zjeby” – tak o klientach. Dawniej dostalbys chloste od pana za takie wypowiedzi.

        • „Chodzenie po sklepach” stało się taką samą rozrywki jak leżenie przez
          telewizorem. Niekoniecznie dlatego, że czegoś potrzebują. Ludzie często są zatrudniani na umowę-zlecenie i swoimi „prawami” to mogą sobie niestety co najwyżej tyłek podetrzeć.

        • rychard

          probuje sie powstrzymac panie od wulgaryzmow,ciebie powinno sie wychlostac po golej dupie bo pieprzysz jak narwany gimnazjalista -nabzdyczony i wszystkowiedzacy, nie pierdol bo szkoda czasu na czytanie twoich wypocin, zajmij sie graniem-tam mozesz byc panem wszystkiego

          • Wiem, że emocje ponoszą, ale proszę o kulturalny poziom dyskusji. Każdy kolejny komentarz zawierający przekleństwo zostanie zbanowany.

          • Hubert

            Nie lubie grac. Gry sa zbyt ograniczone – nudza mnie. Wole realne zycie. Jesli uwazasz to za strate czasu, to tym bardziej komentowanie tego powinno byc strata czasu, jesli to co pisze, nie przemawia do Ciebie. Nie wiem jak pieprzy narwany gimnazjalista, ale chyba jestes jakims sadysta jesli chcesz obca osobe smagac po golej dupie. Nie lubie takich typow i jesli bys chcial to zrobic bez mojej woli – bronilbym sie. Dla mnie jestes zboczencem i lepiej swoje zapedy zostaw w domu. Potrafie sie bronic. Wiec jesli nie jestes masochosta i samobojca – nie zblizaj sie.

    • agu

      Powiem Ci dlaczego pracownik myje podłogę o 21:55 – bo najczęściej pracodawca płaci mu za pracę w godzinach otwarcia sklepu a potem już nie – galeria otwarta 9-21 to akurat zmiana jest od 10-22 (12 godzin) a każdą minutę po zamknięciu pracownik siedzi z opieszałym klientem za darmochę!!!

      • Hubert

        ja osobiscie pracowalbym w takim razie do 22, a potem bym wychodzil. chyba, ze zdarzaloby sie to sporadycznie. takie szczegoly najlepiej uzgodnic przed rozpoczeciem pracy – czy pracodawca placi za nadgodziny. i kiedy myc podloge. jesli w godzinach otawrcia sklepu, to podloge mozna umyc rano po otwarciu, skoro sie nie zdarzylo przed zamknieciem. czas pracy tez trzeba umiec sobie organizowac, zeby mniej narzekac 😛 . u mnie w okolicy jest sklep otwarty do 5:55 do 22:05 a podlogi myje sie tam po zamknieciu. mozna? – mozna!

        • Hubert

          *tam zamiast „do” mialo byc od 5:55 do 22:05.
          ps. warunki pracy mozna tez renegocjowac w trakcie pracy. jesli pracodawca jest zadowolony z naszej pracy – to moze pojdzie na ustepstwa. a jesli nie – to szukajac pracy mamy juz doswiadczenie: wiemy o co pytac, czego zadac itp. przed rozpoczeciem nowej pracy

        • I w tym momencie stracioes prace.

          • Hubert

            I dobrze – znajde lepsza. A pracodawce pozwe do sadu za bezpodstawne zwolnienie. Po ci mi taka praca, prze ktora mialbym byc nieszczesliwy i non stop sie negatywnie przez nia nakrecac?

          • Agnieszka Gierczyk

            przepraszam że wtrącę … próbowałeś kiedykolwiek „powalczyć” z Państwową Inspekcją pracy? to jak walka z wiatrakami…bo nie id dziś wiadomo że PiP jest stworzony by chronić pracodawcę a nie pracownika…uwierz mi…próbowałam…straciłam tylko czas , pieniądze i nerwy

            p.s czemu ciągle próbujesz zdyskredytować sprzedawców a bronisz klienta? przecież sprzedawca to nie człowiek 2 kategorii który musi znosić fochy złe humory i zaparcia lub obstrukcję „klientów” ? zwyczajnie podziel klientów na bydło któremu poprzewracało się w dupie i tych których mama nauczyła kultury i szacunku do drugiego człowieka…a jak klienci mają problemy to polecam psychiatrę , xsennę extra lub stoperan…

          • Hubert

            sorry – nie walczylem z PiPem. byc moze masz racje. Walczylem w nirmalnym sadzie. Sedziowie – ciagle z komunistycznym nastawieniem – nie nastawinie na racje, lecz na premie. Normalny Sąd dla mnie wystaczył. Wiem jedno -nie umpomiaj sie o swoje a rzadko kiedy bedzie Ci dane!H

          • Hubert

            ps. z zadnej pracy mnie jeszcze nie zwolnili niestety. mimo iz czasem chcialem. sam musialem sie zwolnic. w kazdej pilnowalem „swojego”. w kazdej tez wykonywalem swoje zadania sumiennie i nikt nie myslal o zwolnieniu mnie – wrecz przeciwnie. jesli nie mogli placic nadgodzin, to godzili sie na to, zebym konczyl po godzinach, za ktore mialem placone. chyba, ze wczesniej inaczej sie umowilem. bo mialem prace, w ktorych placili za godzine, ale tez takie gdzie placili za dzien, miesiac, albo za wykonana prace czy wyrobienie normy. nikt nie zwolni dobrego pracownika – bo po co?

          • centralowy

            pracuję w centrali firmy odzieżowej i niestety tak niewygodnych i zbyt wymagających pracowników po prostu sie pozbywamy 🙂 powodzenia zatem zyczę w przyszłości bo nigdy nie wiadomo czy kiedys znowu nie będziemy sprzedawcą 🙂

          • Hubert

            I dlatego masz potulnych konformistow jako pracownikow bez kreatywnosci. Takie robociki, ktore juz w nietypowej sytuacji nie potrafia sie odnalezc. Widac to przy bardzo bzdurnych sytuacjach.

          • katarzyna

            Gdyby bylo wiecej ludzi z takim podejscien do sprawy jak Ty to moze nasz kraj i ten swiat inaczej by wygladal:) pozdr i wesolych swiat:)

          • Hubert

            dziekuje, rowniez pozdrawiam i wesolych swiat zycze.

          • katarzyna

            Z drugiej strony nasi kochani politycy bardzo zyskuja na,, niepelnosprawnosci,, umyslowej spoleczenstwa:) tak wiec swiat juz tak zlozony jest a Polacy maja to do siebie ze bardzo narzekaja i szukaja winy w kims innym a nie samym soba. Ja pracowalam bardzo dlugo jako doradca i z doswiadczenia wiem ze bardzo rozszczeniowi klienci zdarzaja sie bardzo zadko. Wystarczy podejsc do klienta jak do czlowieka:)

          • Hubert

            Jak sie szuka problemu to sie go znajdzie. Zawsze beda jakies problemy – kwestia jak je bedziemy rozwiazywac. Dla niektorych klient rozsczeniwy to codzienny klient dla kogos innego. A do ludzi podchodzic jak do ludzi – tak chyba do kazdego wypada … nie tylko do klienta. Jakby kazdy tak podchodzil to by bylo torche lepiej … tak mi sie wydaje.

            Co do politykow – no to tak juz jest – ciemnota sie latwiej rzadzi. Szkoda, ze politycy to tez czesto marionetki … i to malo wazne w czyich rekach…

          • katarzyna

            Tematy rzeka a moze bardzo proste i banalne wszystko wsumie zalezy od osoby interpretujacej. Od samoswiadomosci albo jej braku poprostu. Wsumie tez zalezy co rozumiemy przez pojecie czlowieczenstwo? Od inerpretacji, nadinterpretacji itd.
            Smacznego jajka:)

          • Hubert

            dziekuje, nawzajem

    • agu

      oczywiście chodziło mi o galerię otwartą 10-22

    • Szczegolnie w sieciowkach. Motyw z umowic sie z szefem, ze placi do 22:30 rozbawil mnie do lez. Pozdro

      • Hubert

        ciesze sie, ze dzieki mnie ktos jest szczesliwy …nie zrozum mnie zle – nie mam nic zlego na mysli, ale szkoda jednak, ze nie na dlugo, bo z wlasna niska samoocena (myslisz, ze to nie mozliwe negocjowac warunki umowy) – zyczyc moge powodzenia, szczescia albo normalnej rodziny (zajmowanie sie domem, a nie kariera zawodowa).

        • Negocjowanie warunkow umowy w pospolitym sklepie sieciowym w odziezowce nie jest mozliwe. Jesli mialbys jakies doswiadczenie w tego typu pracy to bys o tym wiedzial. No tak to ze nie negocjowalam warunkow umowy z koncrrem rzeczywiscie kwalifikuje mnie do bycia kura domowa i siedzenia na dupie gratulacje podejscia. W sieciowce wychodzilam czasami 30minut pozniej i to nie przez robote papierkowa czy sprzatanie bo sprzalismy rano przed owatrciem ale przez klientow bo przychodzili o 21:59 robic reklamacje a firma nie uznaje czegos takiego jak odprawienie klienta. Poza tym stwierdzenia w stylu dobry marketingowiec sa trywailne i rownie smieszne. Ktokolwiek pracowal kiedys w sieciowce bedzie wiedzial o czym mowie. Ty nie musisz bo Twoja idylla pracy skutecznie zaweza Ci punkt widzenia.

          • Hubert

            To w ilu juz tych sieciowych odziezowkach pracowalas i ile razy rozmawialas o nieplaconych nadgodzinach? ile razy odprawilas klienta, bo odmowili Ci placenia za obsluge klienta po godzinach otwarcia? czy mialas z tego powodu jakies nieprzyjemnosci, ze odmowilas obslugi klienta po zamknieciu, bo Tobie nie placa za prace po zamknieciu? jesli rzeczywiscie tak zrobilas i byly jakies nieprzyjemnosci czy zalozylas sprawe swojej firmie za bezpodstawne zwolnienie, mobbing, wykorzystywanie etc? (ps w biedronce wywalczyli platne nadgodziny i to nie dlatego, ze sie nie da, ale dlatego ze walczyli o swoje).

            Przyklad Biedronki swiadczy o tym, ze to nie ja mam zawezony punkt widzenia. Prosze o brak odpowiedzi, a jedynie o uwazne przeczytanie ze zrozumieniem i przemyslenia.

          • Biedronki nie zaliczam do sieciówek odzieżowych, które rzucają pracownikiem jak chcą. Z nikim nie dyskutują, bo wiedzą, że mogą tę osobę wywalić, bo będzie mnóstwo chętnych na jej miejsce. Właśnie tak straciłam pracę, bo nawet mój czas wolny nie był moim czasem wolnym.

          • robert

            A może słyszałeś o równoważnym systemie pracy szanowny Hubercie…. oddadzą CI godziny w czasie normalnej pracy…. mając prowizje od sprzedaży …. hmmm tracisz czas handlowy… a co za tym idzie pieniądze ….

          • Hubert

            czas po zamknieciu sklepu nie jest czasem handlowym. a skoro oddadza godziny to o co cala bulwersacja? nastepnego dnia dluzej mozna pospac … albo pojsc jakas sprawe zalatwic.

          • były pracownik sieciowki

            Kolego co ty wypisujesz za bzdury odmowa obsługi klienta,sprawa za nie płacenie nadgodzin, chyba ze masz pracę dla rozrywki a nie jak większość żeby zarobić na utrzymanie siebie czasem rodziny . Każdy szanujący pracę będzie wykonywa polecenia przełożonych a nie walczył w sądzie, proszę dorośnij i zejdź na ziemię.

    • Paulina Angelika Kulik

      Tak jak zgadzam się z ideą Twojego komentarza, tak rozwiązania, które podajesz, sprawiają, że mam wrażenie, że nigdy nie byłeś po drugiej stronie lustra.

      • Hubert

        zaproponuj lepsze.

        • Paulina Angelika Kulik

          Nie napisałam, że są złe 😉

  • Natalia

    Chyba jestem odosobnionym przypadkiem, bo jeśli już miałam pracować w Wigilię to wolę żeby ludzie do sklepu przychodzili. Po pierwsze apele o nie robienie zakupów w takie dni są dla mnie śmieszne. Sprzedawca i tak tam musi być i większość sklepów ma duże założenia sprzedażowe na te dni, a od ich wyrobienia zależy wypłata. Po drugie nie wyobrażam sobie wigilii z ruchem jak w standardowy poniedziałek bo wtedy właśnie odlicza się każdą minutę do końca. Negocjacje umowy nie mają żadnych szans, bo „szef szefów” zawsze stwierdzi ze na Twoje miejsce jest 10 osób które będą pracować nawet w nocy bo tak na prawde mają małe szans na inną pracę. Jedyną opcją byłby żaka handlu w Wigilię, ale według mnie nigdy do czegoś takiego nie dojdzie, bo to by oznaczało milionowe straty.

    • Hubert

      A no wlasnie. A tak jest dlatego, bo kazdy ma takie podejscie. Jakby tak 10 osob odeszlo, zamiast przyjsc na jedno miejsce, to by moze „szefowie szefow” mieli inne zdanie. Ja jak z poprzedniej firmy odchodzilem to mi nic nie powiedzial, ale innym pracownikom powiedzial: „a gdzie on znajdzie lepsza prace”. Ba … znalazlem. A w firmie po moim odejsciu troszke ponarzekali i dostali podwyzki i premie. W innej firmie po moim odejsciu na moje stanowisko przydzielili 2 osoby. Czyli 2 wyplaty zamiast jednej. Moi poprzednicy narzekali, a ja znalem swoja wartosc. Pozniej dzwonili, ze dadza mi lzejsza prace, zebym wrocil. Ale w tym przypadku chcialem wiecej pieniedzy i nadal moglby m robic za 2. Jesli dla siebie nic nie wywalczylem, to dzieki mnie inni mieli lepiej. Ale jakby kazdy tak podchodzil do sprawy, to warunki pracy by sie poprawily.

  • sem

    Powinien powstać jeszcze osobny artykuł o klientach gastronomii. Tam dopiero przychodzą ananasy

  • Crewedka (my_drive_531)

    Szczerze? Skoro ja mogę pracować 24 i 31 grudnia i znosić beznadziejne pytania typów (także tych „biednych sprzedawców”), którym nagle się przypomniało, że powinni pozałatwiać swoje sprawy, to ludzie pracujący w handlu też mogą pracować, korona im z głowy nie spadnie. Każdy czasami trafiam na swojej drodze na kretynów w pracy – nie rozumiem dlaczego akurat sprzedawcy mieliby się cieszyć jakimiś szczególnymi względami – są ludzie, którzy pracują także 25 i 26 grudnia, lekarze, pielęgniarki i policjanci – to oni mają ciężką sytuację, zmagają się z pijanymi, przeżartymi typami (także „biednymi” sprzedawcami),a jednak jakoś nie widziałam kampanii nawołującej do powściągliwości by dać odetchnąć tym ludziom.

    • „Wszystkie typy klientów zdarzają się przez cały rok. Okres świąt jest
      jednak szczególny, ponieważ zwiększa się ich ilość i występowanie w
      jednym czasie. Do tego – tłumy, szał zakupów, stres – dają się we znaki
      wszystkim. Dlatego dbajcie o sprzedawców. Nie odkładajcie zakupów na
      ostatnią chwilę, albo przynajmniej nie uprzykrzajcie im życia.”

      Tekst nie jest o pracy w wigilię, tylko o wyrozumiałości dla ludzi pracujących w okresie świątecznym. Jeśli klient wejdzie do sklepu na 30 minut przed planowanym zamknięciem – to nikt nie będzie miał do niego żalu, bo i tak trzeba tam siedzieć. Ważne żeby wyszedł równo z zamknięciem, a najlepiej 10 minut przed, wtedy wszyscy będą szczęśliwi.

      • Hubert

        najlepiej jakby w ogole nie przychodzil i nie rozbili zakupow 😉 😛

        • To już Twoja nadinterpretacja. 😉 Ktoś wyżej napisał, że woli jak jednak ludzie przychodzą bo i tak musi czekać do końca zmiany.

          • Hubert

            Ale ten kto to napisal, ze woili klientow to inna osoba, ktora napisalas powyzszy tekst i to do niej odnosil sie moj sakrakstyczny komentarz. A wiec zle interpretujesz to jako nadinterpretacje.

  • Jagoda Beck

    Dołączę jeszcze kawiarnianych klientów, którzy w wigilię wpadają o 13.30 z zapytaniem, do której dziś czynne. Do 14 (w głosie nadzieja, że jednak zrezygnują). To poprosimy dwie duże latte, i dwie muffiny. Już się robi…
    14.10 – światła prawie wszystkie zgaszone, muzyka już nie gra od dziesięciu minut, z mopem uwijałam się pod ich nosami. Moje ulubione pytanie – przepraszam, czy to oznacza, że mamy się już POWOLI zbierać, czy możemy jeszcze posiedzieć?
    -.-

    Oprócz wigilii to codzienność też… Czasem mam ochotę wieczorem odpowiedzieć – spokojnie, na zapleczu mam karimatę i kocyk, możecie tu nocować.

    • Hubert

      czy duzy napiwek poprawilby w takiej sytuacji humor?

      • Jagoda Beck

        Nie chodzi o napiwek. Chodzi o odrobinę kultury i szacunku. Jeśli ktoś pyta, do której lokal jest czynny i uzyskuje konkretną odpowiedź, to powinien to uszanować. Tym bardziej, kiedy daję „delikatne” sygnały – sprzątam, gaszę część świateł, wyciszam, lub wyłączam muzykę. Wiem, że niektórzy nie posiadają nawet znamion kultury osobistej, czy szacunku dla drugiego człowieka, dlatego też często przymykam na te sytuacje oko, zawsze coś miło, lub z żartem odpowiem, bo nie jestem w stanie uczyć ludzi, jak powinni się zachowywać, a nawet nie miałabym na to najmniejszej ochoty.

        Hubercie, wiem, że niektórzy ludzie uwielbiają być w opozycji. Obojętnie do czego, byleby w opozycji i zawsze mają miliard argumentów i wytłumaczeń, często błądząc i przecząc samemu sobie. Szkoda czasu, mam wrażenie. Warto spojrzeć z różnych perspektyw, aniżeli pisać bzdury, byleby tylko podeprze swój opozycyjny punkt widzenia. To w nawiązaniu do lektury innych Twoich komentarzy pod owym tekstem.

        • Hubert

          Czasem tak bywa, ze sie wejdzie i juz … spotkalem znajomych, poszlismy na pizze. Jeszcze zanim dostalismy pizze swiatla zaczely gasnac. Wiec co – wyjsc i zostawic im pizze w piekarniku? Moim zdaniem to jeszcze gorzej.

          Chodzi mi o to, ze sztuacja juz zaistniala. I nie spodobaloby mi sie, gdyby ktos chcial byc za to zly na mnie. Weszlismy – nikt nam nie zrocil uwagi, ze niedlugo zamykaja.

          Co do w byciu w opozycji – to nie tak. Lubię jak jest przedstawiona sprawa obiektywnie, a nie subiektywnie. Nie przecze sam sobie. Spojrenie z roznych oersoektyw w zadnym razienie powinno byc pisaniem bzdur. Moj punkt widzenia nie jest opozycyjny – pokazuje jak sama mowisz inny punkt widzenia. Wyciagnelas zle wnioski z moich komentarzy. Pewnie zaczelas je czytac z okreslonym nastawieniem, dostrzeglas wiec to, co chcialas, nie dostrzegajac tej samej sytuacji opisywanej z drugiej perspektywy. Wy najezdzacie na klientow, a ja prosze o wyrozumialosc, ktorej Wam brak.

          • Jagoda Beck

            Niestety Hubercie, ale to głównie Ty masz określone nastawienie. Swoich argumentów nie budujesz obiektywnie, większość z nich nie ma nawet najmniejszego wspólnego punktu z rzeczywistością (chociażby negocjowanie pensji, czy warunków zatrudnienia w sieciówkach na najniższych szczeblach zatrudnienia).
            Nie odniosłeś się nawet do sytuacji, którą opisałam, a podałeś zupełnie inną sytuację z pizzerią, gdzie w ogóle nie zostałeś poinformowany, że lokal zaraz zostanie zamknięty. Tak się zaaferowałeś, że ktoś zwrócił Ci uwagę, że widać to w sposobie, w jaki napisałeś powyższy komentarz. O ile wcześniejsze były spójne, raczej poprawne językowo i miały mało błędów, o tyle ten jest chaotyczny, zawiera błędy, literówki.

            Ja nie najeżdżałam na klientów. Sama jestem klientką. Wyobraź sobie, że ludzie, którzy pracują w handlu też są klientami. Z tym, iż ja zwróciłam uwagę na braki w kulturze i brak poszanowania drugiego człowieka. Opisałam sytuację, która zdarza się u mnie przynajmniej raz w miesiącu. Może ktoś to przeczyta, zastanowi się i stwierdzi, że może rzeczywiście następnym razem da sobie spokój, zamiast 10-15min po zamknięciu lokalu pytać, czy można jeszcze posiedzieć.
            W każdej pracy zdarzają się dobre i złe momenty. W każdej branży żartuje się, czy obgaduje a to szefostwo, a to współpracowników, a to klientów. Nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo doskwiera Ci ten artykuł. Czyżby trafił on idealnie w Ciebie? Czyżbyś był kiedyś każdym opisanym wyżej typem upierdliwego klienta i teraz próbujesz za wszelką cenę się usprawiedliwić?

            Co do wyrozumiałości – nie znam bardziej wyrozumiałych i tolerancyjnych ludzi od tych, którzy pracują w handlu, albo ogólnie z ludźmi i codziennie mają z klientami czy pacjentami styczność. Dlatego nie narzekamy ludziom w twarze, dlatego uśmiechamy się ładnie i odpowiadamy na każde najgłupsze pytanie. Ale po pracy możemy się wymienić doświadczeniami i ponarzekać pod artykułem opisującym nasze codzienne zmagania.

          • Hubert

            „Niestety Hubercie, ale to głównie Ty masz określone nastawienie.(…)” – i jakie ono jest?
            „(…)Swoich argumentów nie budujesz obiektywnie(…)” – 1szy moj komentarz mial byc obiektywny – reszta, mogla byc subiektywna, gdyz dotyczyla bezposrednio mnie – zaczalem sie bronic, po negatywnych slowach, kierowyanych bezposrednio do mnie. A wiec komentarze do komentarzy mogly byc subiektywne, tak jak subiektywne byly inne komentarze.

            „(…)większość z nich nie ma nawet najmniejszego wspólnego punktu z rzeczywistością (chociażby negocjowanie pensji, czy warunków zatrudnienia w sieciówkach na najniższych szczeblach zatrudnienia). (…)” – tu sie nie zgadzam. zawsze mozna cos wynegocjowac – jesli nie pensje, to lepszego gosziny, dni, moze jakies znizki … ale co ja tam wiem – Ty wiesz lepiej, ze nic Ci sie nie nalezy i nie mozna o niczym dyskutowac, „a jak sie nie podoba to 10 czeka na Twoje miejsce”.

            „(…)Nie odniosłeś się nawet do sytuacji, którą opisałam(…)” – nie widzialem sensu odnoscic sie do tego, gdyz raczej wszystko juz w tej sytuacji opisalas. Takie sytuacje sie zdarzaja, jak sama napisalas. Opisalem swoja sytuacje, bo uznalem ja za podobna. Nie zawsze taka sytuacja musi wynikac z braku poszanowania drugiej osoby czy braku kultury.

            „(…)Czyżbyś był kiedyś każdym opisanym wyżej typem upierdliwego klienta i teraz próbujesz za wszelką cenę się usprawiedliwić?(…)” – Nie. Wierze, ze sa jeszcze bardziej zloscliwsze sposoby na zdenerwowanie czlowieka niz opisane powyzej. NIetsety nie widze w tym sensu. Zdenerwowanie kogos nie rozwiazuje problemu, jakikolwiek w danej chwili by nie byl.

            „(…)Dlatego nie narzekamy ludziom w twarze, dlatego uśmiechamy się ładnie i odpowiadamy na każde najgłupsze pytanie(…) – mow za siebie.

            „(…) Ale po pracy możemy (…) ponarzekać(…)” – to cale sedno sprawy. Swieta, Nowy Rok – czemu to ma byc czas do narzekania. Dlaczego wszyscy narzekaja? Skad to sie bierze? To swoja droga ciekawy „skomplikowany” temat. Skupianie sie na negatywach. Wiekszosc tylko narzeka. A skoro to jest norma, ze tacy klienci, ze takie umowy – to po co narzekac, skoro sie tego nie da zmienic. Brac zycie jakie jest.

          • Jagoda Beck

            Moja dalsza dyskusja z Tobą nie ma sensu. Naucz się czytać ze zrozumieniem i skończ generalizować.
            Pozdrawiam.

          • Hubert

            nie wiem czy z tego samego powodu, aczkolwiek tez tak uwazam. nawzajem – rowniez pozdrawiam. szczesliwego Nowego Roku!

  • Hubert

    Taka anegdota w relacji klienta-sprzedaewca w okresie przedswiatecznm na rozluznienie atmosfery 😉 :

    Od 7 lat w okresie przedświątecznym handluję choinkami, wczoraj odwiedził mnie klient który mnie urzekł.

    Typowy Janusz, z żoną Grażyną. Wybrali już ładne drzewko, nie za duże, nie za małe, takie typowo do M3. Przychodzi moment negocjacji ceny:
    – To ile by Pan chciał za to drzewko?
    – 55 złotych Proszę Pana,
    – Panie, 40 złotych dam i biorę,
    – Nie no, nie mogę, choćbym chciał to nie mogę, bo mi serce pęknie jak oddam za 40.
    – No to 45 dam i pakujemy.
    – Proszę Pana, 50 złotych i jest Pana.

    W tym momencie byłem świadkiem pełnej zmiany w tym człowieku. Uświadomiłem sobie, że Janusz już nie jest typowym Januszem, a stał się kimś zupełnie innym, odmienił się, przeistoczył w zupełnie inny byt wchodząc na odmienny stopień świadomości. Patrzył przed siebie takim dziwnym wzrokiem, jakby zamyślił się na chwilę, przystanął w tym przedświątecznym, konsumpcyjnym gonie ludzkiej czeredy. I wtedy zorientowałem się, iż ogarnęła go głęboka refleksja i nie patrzy już ani na mnie, ani na drzewko, ani nawet na swoją ukochaną żonę, Grażynę. Spojrzał w głąb swego jestestwa, zapadł się w swojej jaźni i unurzał w swojej istności, wydobył z siebie głębie swego Freudowski „Ja” i jak gdyby oderwany od rzeczywistości, odjęty od wybranki swego życia i wyrwany z kontekstu placu targowego na którym przebywaliśmy, wyciszywszy w sobie otaczający go tumult tworzony przez kupców i sprzedawców rzekł:

    -Panie, gdybym ja miał 50 złotych to bym sobie sobie życie na nowo ułożył.

    Nie miałem wyjścia, musiałem mu opuścić te 5 złotych.

  • Dorota

    Tu chyba nie z klientami jest problem, a z nastawieniem pracownika, które to z kolei jest niewłaściwe, bo kierownictwo źle zarządza ludźmi i ich czasem pracy. Szkoda, że dostało się klientom, bo ludzie są jacy są, ale to z ich pieniędzy, które zostawią w sklepie, dostajemy pensje. Czasem nic nie kupią, ale liczy się nei tylko sprzedaż, a równeiż nawiązanie relacji, a przynajmniej tak być powinno

  • Znam doskonale chyba wszystkie typy 😉 Sam pracowałem w sklepach z ciuchami i niestety w pracy z ludźmi to zawsze ludzie są najgorsi 🙂

    • Dlatego szybko zmieniłem zawód na taki, gdzie nie mam do czynienia z klientem końcowym. Świat stał się zdecydowanie prostszy 🙂

  • Hubert

    A tak jeszcze moze sie wydac „ni z groszki ni z pietruszki”: „(…)Remember you are as powerful and meaningful as anyone in this world, believing you are not and giving that power away to others, will result in finding someone to blame for YOUR life!(…)

    W wolnym tłumaczeniu: „Pamiętaj! Masz takie samo znaczenie i moc jak każdy inny na tym świecie! Jeśli uważasz, że nie, i oddajesz swoją potęgę i władzę innym to, może spowodować, że będziesz winić innych za swoje porażki i niepowodzenia!”

    Proszę przemyśleć i być dobrej myśli! Pozdrawiam. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!