Biegający facet

Ostatni raz biegałem w liceum. A i wtedy tylko za autobusem.

No co ja poradzę! Jestem typowym kanapowcem, dla którego sport kończy się na zamiennym naciskaniu lewego lub prawego klawisza myszy.

Starsi czytelnicy wiedzą, że sportu nie oglądam. Sport mnie męczy. No zwyczajnie tego nie rozumiem! Co fascynującego jest w typie, który zjeżdża w kuckach na zjeżdżalni, by skoczyć jak najdalej?
Albo weźmy taką piłkę nożną. Biega za tym okrągłym obiektem jedenastu chłopa. Jak już jeden w końcu ją dopadnie, to zamiast ją wziąć pod pachę i zwiać – zaraz podaje innemu.
Nie… to nie dla mnie.

Wśród moich znajomych mam kilku, którzy biegają. No tak wkoło osiedla. Dla mnie bieg do tej pory motywowany był właśnie uciekającym autobusem, bądź rozpoczynającą się wyprzedażą w elektromarkecie.
Ale żeby tak bez celu?
Spoci się człowiek, zadyszy. Potem taki śmierdzący wraca do domu – prysznic musi brać. W imię czego?

Dla zdrowia! – powiecie

A ktoś mi powie co w tym zdrowego? Toć moja pompka po chwili może wysiąść, wylewu dostanę i padnę na ulicy. Gdzie to zdrowie ja się pytam? A może jak się spocę i wiatr zawieje to się przeziębię. To też zdrowe?

I powiem wam, że nie wiem co mi do łba strzeliło, ale też zacząłem biegać. Nie – nikt mnie nie zmuszał. Wzgląd praktyczny.
Dostrzegłem, że dostałem brzucha. Ktoś by powiedział, że piwa za dużo albo za często leżę. A ja uważam, że ewidentnie grawitacja na naszej ukochanej planecie się zwiększyła! Innego wytłumaczenia nie widzę.

No w każdym razie – kiedyś jak położyłem laptopa na brzuchu, by wam coś napisać to stał prosto i stabilnie. Laptop w sensie. Teraz coraz częściej muszę się gimnastykować i wyginać ręce. A wiecie, jak mnie wkurza kiedy oddycham i laptop się buja?

W każdym razie – decyzja była natychmiastowa. Postanowiłem zacząć biegać. Kiedy wczoraj pierwszy raz wyszedłem na ulicę, czułem się mniej więcej tak:

Przebiegłem całe 3 kilometry! Co prawda pod koniec bardziej czołgałem się niż biegłem, ale panienko najukochańsza – toć ja nawet na piechotę tyle nie przeszedłem przez ostatni rok!

Trzymajcie za mnie kciuki. Nie traktuję tego jako postanowienia noworocznego (to bowiem każdy porządny Polak złamał ok 5.01), ale chcę zobaczyć co się ze mną stanie.
Oby nic złego…

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • Annlena

    Super! Powodzenia 🙂

    • A dzięki! Jak wytrwam do końca miesiąca to będzie sukces 😛

  • Filip
    Gratulacje chęci zmiany i rozpoczęcia biegania 🙂 Powodzenia 🙂
    Toczkę wymagającą porę roku wybrałeś na rozpoczęcie biegania.
    Jednak jak ją przetrwasz ala wybiegasz to jak fajnie będziesz miał na wiosnę i lato 🙂

    Jeśli mogę doradzić, to dwie ważne rzeczy (z kilku, ale to temat na post) to pamiętaj o:
    odpoczynku 🙂
    stopniowym bieganiu – nie od razu Rzym zbudowano 🙂 (marszobiegi są ok na początek)
    systematyczności: biegaj 2-3razy w tygodniu = zrób sobie taki nawyk
    tak, wiem, są 3, nie 2, ale w międzyczasie sobie przypomniałem, o bieganiu mogę długo 🙂 (rozmawiać)

    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

    • No u mnie na razie bieda – biegam po 3 może 3.5km i wysiadam. W międzyczasie robię przerwę.

      Żal..

      Z drugiej strony – chcę na razie biegać codziennie ale właśnie ten wyznaczony sobie odcinek, żeby nie „pęknąć” pierwszego tygodnia.

      I słyszałem o tym, że bez butów, koszulki itp nie ma co startować… ale cóż. Wolę powoli byleby się ruszyć :p

      • „Wolę powoli byleby się ruszyć :p” ano właśnie trzeba powoli robić swoje
        To i tak ładnie 3km na początek.
        Powodzenia

  • MarcinP

    To ja dodam ci coś motywującego. W zeszłym roku przebiegłem runmageddon classic w Sopocie. 12km i 70 przeszkód (można zobaczyć na stronie). I ciekawe jest w tym to, że na 2 miesiące (słownie dwa) nie potrafiłem przebiec kilometra bez zadyszki. Trenowałem 3-4 razy w tygodniu i postęp każdorazowo był ogromny. U mnie zatrzymało się na 10km w ok 1h10min bez przystanków. Okazuje się,że kondycja to coś co siedzi w ciele i tylko trzeba ją odkurzyć. W tym roku postawiłem sobie za cel 22km Hardcore (nie przepadam za zwykłym bieganiem) w maju po górach i jeszcze nie zacząłem ćwiczyć bo jakoś tak ślisko. Dobry na start jest też byle jaki pulsometr. Idealny do początkowych marszobiegów. Serce wie najlepiej czy jesteś zmęczony czy nie :).