Dlaczego obejrzałem „Thank you for playing: Kultowe magazyny o grach”?

thank you for playing

Jeśli jesteś jedną z osób, która 20 lat temu wyczekiwała pod kioskiem po swój magazyn o grach – koniecznie musisz obejrzeć ten film.

Lata 90. były szaloną dekadą. Właśnie wówczas, Polska przechodziła ogromną transformację i z otwartymi ramionami witała wszystko to, co skąpo napływało z zachodu.

Dla mnie był to głównie okres klocków Lego oraz czasopism związanych z tematyką gier komputerowych. O dostępie do Internetu można było tylko pomarzyć, a główne źródło wiedzy stanowił dobrze zaopatrzony kiosk. Tam oto kupowałem i następnie czytałem całą masę kolorowej makulatury: CD Action, Action Plus, Gambler, Secret Service, Play, Świat Gier Komputerowych, Virus czy inne.

thank you for playing

Dzisiaj, przeglądając portale rozrywkowe – uwagę przyciąga wielka wojna między posiadaczami Xboxa i PlayStation, którzy to przekonują siebie nawzajem o wyższości jednej platformy nad inną.

Wtedy było inaczej. Liczyło się, że jesteś graczem i w jakie grasz gry.

Ta forma rozrywki wciąż raczkowała i bardzo powoli wchodziła w świadomość ludzi. Prawdopodobnie dlatego częściej można było napotkać na prawdziwe fanowskie wojny konkretnych tytułów prasowych niż samej platformy. Na szkolnych przerwach wertowało się dokładnie każdą stronę ukochanego magazynu lub wymieniało się z kumplami na egzemplarz konkurencji.

Wielu redaktorów otwierających czytelnikom oczy na świat elektroniki – stawało się prawdziwymi celebrytami, uwielbianymi przez tłumy. Kiedy zatem dowiedziałem się o istnieniu Thank You For Playing – filmu w całości poświęconemu kultowym czasopismom, miałem jedną myśl:

Muszę to obejrzeć!

Przy okazji otwierania pudełka ze srebrnym krążkiem – uświadomiłem sobie, że minęło blisko 20 lat od chwili, gdy pierwszy raz z wypiekami na twarzy biegłem do kiosku. Czekanie na 1 gr reszty było niczym rytuał, który zrozumieć mogli tylko ci, co przeżywali to, co ja.

Blisko 100 minut filmu, złożonego z rozmów z najważniejszymi postaciami tamtego okresu – jest utrzymane w nostalgiczno-wspominkowym stylu. Na ekranie pojawiają się m.in.  Gulash i Pegaz Ass z „Secret Service”, Alex z „TS” i „Gamblera”, oraz Naczelnik ze „Świata Gier Komputerowych”, żeby wymienić tylko tych najważniejszych z całej puli postaci.

Thank you for playing to jedyny taki film, na jaki do tej pory trafiłem. To po trochu pomnik wystawiony upadłym i pionierskim czasopismom, a jednocześnie kopalnia ciekawostek. Opowieści o kulisach powstawania poszczególnych magazynów, przeplatają się z nieformalnymi wzmiankami o niekończących się imprezach, totalnym niezorganizowaniu redakcji, piraceniu znanych tytułów do recenzji i nieustannych konfliktach. Oglądając go, często przed oczami miałem swoje wyprawy na giełdę pod „Stodołę”, mieszczącą się na ulicy Batorego. Tam też wypadało bywać, nawet jeśli niczego się nie kupowało. Była to zwyczajnie kolejna okazja do spotkania kilku znajomych i pogadania o tym, co w świecie graczy piszczy.

Co mnie urzekło, to zobaczenie znanych mi sytuacji, które mnie fascynowały jako czytelnika – widziane tym razem oczami autorów.

thank you for playing

Film jest wart zarówno wydanych pieniędzy, jak i poświęconego na jego obejrzenie czasu.

Jego problem, to fakt posiadania bardzo niewielkiej publiki. Nie jest to bowiem dokument dla każdego. Dzisiejsi gracze nie zrozumieją, o czym ci ludzie w zasadzie mówią – tak jak dla mnie często niezrozumiałe są opowieści moich rodziców o kwintesencji PRL.

Kiedy dziś zerkam na wystawy czasopism skierowanych do graczy – liczące się tytuły mogę policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj wszyscy siedzą w internecie. Całe pokolenia graczy wychowują się w sieci i nie mają pojęcia o tym, że kiedyś Polska była w czołówce, jeśli chodzi o prasę komputerową. Nie zdają sobie sprawy z tego, że tamtejsze tytuły miały swoich wiernych – gotowych na wszystko fanów. To właśnie tamtejsze magazyny były dla mojego rocznika takim oknem na świat – gdzie podejrzeć można było nowości growe, sprzętowe i w ciekawych felietonach ukształtować swoje postrzeganie na komputerowy świat.

Pokolenie 30+, które tak jak ja – z uśmiechem na twarzy wspomina tamtejszy okres – w dużej większości może nie mieć pojęcia o istnieniu tej pozycji. A to prawdziwa podróż przez nasze własne wspomnienia i wyobrażenia. Nawet nie chce mi się liczyć, ile razy oglądając film, potakiwałem głową i myślałem: tak dokładnie było! Albo: też tak miałem!

Cieszę się, że miałem okazję spojrzeć na swoich ulubionych autorów jeszcze raz – tym razem trochę od innej strony. Jeżeli natomiast ty również możesz zaliczyć się do najwspanialszego rocznika lat 80-90 – serdecznie zachęcam cię do zakupu.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.