Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych – pomysł na przyjemny weekend

wystawa psów

Miałem zupełnie inne plany na ten weekend. Spodziewałem się, że kiedy moje dziewczyny wrócą z wakacji – nie będą miały ochoty ruszać się nigdzie, poza teren naszego ogrodu.

Jakże się myliłem, dowiedziałem się już w sobotę, gdy Klaudyna oświadczyła mi, że w niedzielę wybieramy się na Międzynarodową Wystawę Psów Rasowych. Przyznaję bez bicia – nigdy nie byłem na takim wydarzeniu i nie czułem potrzeby iść na teren, gdzie znajduje się ponad 1000 sierściuchów. Przed oczyma miałem walające się odchody, szczekanie, ujadanie, zapach mokrej sierści i wyjącego psa sąsiada. Odruchowo napiąłem się w geście sprzeciwu, ale zanim się obejrzałem – już wyciągałem 40 dyszek z portfela, które przekazałem parkingowemu (dzieci wchodzą za darmo).

To, że mali wchodzą za free – najczęściej oznacza, że kasa upłynnia się na inne rzeczy…

wystawa psów

Zaskoczyła mnie skala wydarzenia i jego organizacja.

Twój piesek nie miał książeczki lub brakowało w niej czegoś? Przykro mi, zapraszamy za rok! – facet pełniący nadzór weterynaryjny miał ręce pełne roboty.
Po 10 minutach szepnąłem do Klaudyny, że czegoś brakuje. Nie bardzo wiedziała, o co mi chodzi, przecież Lilka siedziała w wózku… Nie o to mi jednak chodziło – wszędzie brakowało… kup! Nie było ich nigdzie, na dodatek na wystawie panował względny spokój – słychać było gwar ludzi, suszarki i od czasu, do czasu pojedyncze szczeknięcie.
Szok!

wystawa psów wystawa psów

Pierwszym naszym kierunkiem były ringi wystawowe – miejsca, w których ocenia się psy.

Za cholerę nie zrozumiałem, o co w tym chodzi. Ludzie szykowali się ze 20 minut, by stanąć w odpowiednich kategoriach, segregowani pod względem psiej rasy. Łapali czworonogi za ogon, biegali z nimi 2-3 kółeczka i koniec konkursu. Po biegu podchodził do nich sędzia, rozdawał medale, a zwycięzca całował swojego pieska.

Jeśli ktoś jest laikiem, nie odnajdzie się w tym. Wystawcy rzucali terminami technicznymi i dyskutowali między sobą o tym, która rasa jest lepsza, kto ma szanse, a kto wyjdzie z niczym. Dla mnie te psy były takie same.

wystawa psów wystawa psów wystawa psówNa wystawie – psów było bardzo dużo.

Nawet osobnicy, którzy nie przepadają za czworonogami, musieli przyznać, że liczba ras robiła wrażenie. O niektórych wcześniej nie słyszałem. No spójrzcie, np. ten mały konik, zwany Grzywaczem Chińskim.

wystawa psów

Ssaki były wypieszczone, wychuchane i wypielęgnowane. Traktowane niczym gwiazdy Hollywood – miały swoje namioty, klatki, mokre ręczniki, które właściciele kładli im na karkach, miski z najlepszą (i najdroższą) karmą, wanny do kąpieli, suszono im sierść, używano lokówki i grzebienia. A w nagrodę dawano suszoną wołowinkę i inne rarytasy. Obłęd i kosmos.

wystawa psówTa mina mówi sama za siebie…

wystawa psów wystawa psów

W centrum imprezy królowało targowisko, na którym można było zaopatrzyć się we wszystko dla swoich pupili.

Oleje, odżywki, kremy, karma, woda, witaminy, słodycze, smycze, obroże, kagańce, klatki, transportery i tysiące innych przedmiotów, których znaczenia nawet nie potrafiłbym wymienić.

wystawa psów

wystawa psów wystawa psów wystawa psów

Jedyną konkurencją, którą zrozumiałem – było pokonywanie toru przeszkód (Agility).

No w końcu sport dla psów, a nie pseudo księżniczek! Strasznie się śmiałem, budząc wyrazy oburzenia wśród wystawców, kiedy  jedna z psinek prysnęła w krzaki, zamiast posłusznie wykonywać polecenia swojego opiekuna.

wystawa psów

Jednocześnie byłem pod wrażeniem więzi między trenerami, a ich podopiecznymi. Kiedy patrzyłem, jak ci ludzie traktują swoje zwierzęta, z jaką czułością na nie patrzą – mimowolnie się uśmiechałem.
Większość z wystawców miała na sobie garnitury/garsonki podkreślające rangę wydarzenia. Wszystko, co ludzie robili przy tych zwierzakach, wykonywali w strojach galowych – nie patrząc na to, że klękają w błocie czy że własnie mają biegać w 30-stopniowym upale. Szacunek, który sobie okazywali, był uderzający.

wystawa psów Kiedy jakiś czas temu pisałem o cmentarzu zwierząt „Psi Los”, byłem pod wrażeniem tamtego miejsca. Teraz wiem już, jaki typ ludzi chowa tam swoje futrzaki. Są to osoby, dla których zwierzak jest na równi z innymi członkami rodziny albo nad nimi.
Na wystawie zastałem atmosferę ekscytacji i falę miłości – ludzi do zwierząt i zwierząt do ludzi. I dla poczucia tych emocji, warto było się tam wybrać.
A czy jest różnica pomiędzy wystawą psią a kocią – dowiecie się po wakacjach!

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.