Strona główna » Żyjemy w świecie, w którym zabawa drewnianymi klockami staje się awangardą
zabawa

Żyjemy w świecie, w którym zabawa drewnianymi klockami staje się awangardą

To fascynujące i zarazem smutne jak świat gna do przodu, a rzeczy - nad którymi ja się rozpływałem w dzieciństwie - nie są zaszczycane przez moją córkę, nawet przelotnym spojrzeniem.

Ostatnio będąc z wizytą u moich rodziców, mój tata chciał zrobić frajdę wnuczce i włączył jej kanał z bajkami: MiniMini. Akurat leciała bajka o ciuchci Tomku, a jako że Lila uwielbia wszelkiego rodzaju pociągi – szybko wciągnęła się w animację. Jakież było jej zdziwienie, gdy bajka się skończyła!

Włącz mi tę bajkę jeszcze raz! Proszę, proszę, proszę!

Wołała moja córka. I powstał pewien problem. U nas w domu nie ogląda się tzw. linearnej telewizji. Filmy oglądamy z odtwarzacza, dysku podpiętego pod ekran lub z VOD. Nawet jeśli oglądamy regularne kanały telewizyjne – zawsze mamy możliwość przewinięcia i obejrzenia raz jeszcze tego samego. Nikt z domowników będących u moich rodziców nie wiedział jak Lilce wyjaśnić, że wygłoszonej prośby, zwyczajnie spełnić się nie da!

Ta sytuacja uświadomiła mi, jak szalenie gna ten świat do przodu. Podczas tegorocznej Wigilii, kiedy dzieciaki na prezenty dostawały zdalnie sterowane samochody, telefony komórkowe (tak…) i całą masę innych „wybajerzonych” zabawek – proste, drewniane klocki stają się prawdziwą awangardą i czymś niezwykłym.

Bo czym my się bawiliśmy za młodu?

Ok – no nie wiem może, czym moi rodzice się bawili, ale wiem, co fascynowało mnie. Jojo, karteczki do segregatorów, kocki duplo/lego, samochodziki, gry planszowe. Ogólnie – zabawki proste. Dostarczały mi w dzieciństwie masę frajdy, a tam – gdzie ich poziom był zbyt „prymitywny” – nadrabiałem wyobraźnią.

Dziś mam wrażenie, że dzieciom to twórcze fantazjowanie się na bieżąco odbiera – „prosta” zabawka musi robić wszystko: grać, świecić, gadać, poruszać się, no i oczywiście emanować setką kolorów. Oczywiście nie odbieram nikomu prawa, czy przyjemności wręczania takich prezentów dzieciom. Ba! Sam jarałem się zdalnie sterowanym samochodem, a dziś wielokrotnie łapię się na tym, że mam chęć kupić Lilce taką, a nie inną zabawkę, bo jest zwyczajnie fantastyczna w moim odczuciu.

Co gorsza! W szczególności podczas zabawy „w dom” walczę sam ze sobą, bym przypadkiem za bardzo jej nie wyręczał.

Podczas takich aktywności, bardzo łatwo bowiem zniszczyć pracę, jaką dziecko wkłada w kreację swojego świata. Najlepszym przykładem dla zobrazowania problemu jest sytuacja, kiedy Lilka podbiegła do mnie z plastikową filiżanką i drewnianym klockiem w środku – twierdząc, że to herbata i mam ją wypić, uważając, bo jest jeszcze gorąca. Tak świetnie się bawiła, że przy najbliższej wizycie w sklepie szukałem wzrokiem najbardziej wypasionego zestawu do parzenia herbatki, byle moje dziecko mogło jeszcze lepiej się bawić w prowadzenie domu.

A to błąd! Co jej po tym, że zamiast klocka będzie miała plastikowy woreczek na sznurku? I do tego cukierniczkę i łyżeczkę? Całe życie będzie miała czas na parzenie prawdziwej herbaty. To jest właśnie rozwijająca zabawa działająca na wyobraźnię, a nie skupianie się na fundowaniu bóg wie czego z adnotacją „kreatywnie” na opakowaniu.

Nie chcę pozbawiać córki możliwości tworzenia własnego, twórczego świata.

Mnie też nie kupowano repliki karabinu, gdy biegałem po wsi z patykiem w ręku, ganiając moje rodzeństwo i twierdząc, że bawimy się w wojnę. Po pierwsze – nowa zabawka nie zawsze jest jednoznaczna z wychowaniem, a po drugie – nie chcę doprowadzić do sytuacji, gdzie dziecko dostaje nową rzecz co dwa tygodnie. Dlatego regularnie sięgamy po proste układanki, klocki i zabawki udające przedmioty życia dnia codziennego.

Oczywiście, jak we wszystkim – tak i tutaj, należy zachować zdrowy balans. Jeśli dziecko ma już „własny” dom, kuchenkę i garnki z nową zastawą – nie dokupię jej 50 innych zabawek imitujących każdy możliwy kawałek kuchni z drewnianym zestawem do robienia sushi na czele. I wiecie co? Z moich obserwacji wynika, że zabawki „na fajerwerkach” lądują najszybciej w kącie. Zdalnie sterowany samochód na zawsze już zostanie wybajerzonym, zdalnie sterowanym samochodem. Patyk i drewniany klocek… potrafi zaś zastąpić wszystko.


Prawa do zdjęcia należą do – A. Draugulis

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Bądź na bieżąco! Polub nas!