Facet i narodziny dziecka

męskim okiem, narodziny dziecka, facet o kobietach

Wyjaśnienie zagadki, dlaczego moja żona miała przez chwilę dwójkę „maluchów” w domu.

Klaudyna wpadła na genialny (jej zdaniem) pomysł: „Będziesz pisał od czasu do czasu notki na mojego bloga – spojrzysz na różne kwestie swym okiem faceta. Tylko błagam – nie pisz o tych swoich grach, telefonach czy komputerach!” W pierwszej chwili chciałem odmówić – ale zaraz potem pomyślałem – w sumie, czemu nie?

I oto jestem – przedstawiciel płci męskiej, który ma to skomplikowane zadanie wykonać.
Dzisiaj opowiem wam o… narodzinach.

Kiedy dowiedziałem się, że moja szanowna małżonka jest w ciąży – moja radość nie znała granic. Tak szczerze – to już długo czekałem, aż mi to oznajmi.
Uważam, że te 9 miesięcy to wspaniały wynalazek Matki Natury – okres w którym nasze wyczekiwane dziecię rośnie w ciężarnym brzuszku, ale także czas – w którym do narodzin dziecka możemy się przygotować zarówno ekonomicznie jak i mentalnie. Ja przygotowywałem się głównie mentalnie. Z nieukrywaną przyjemnością uczestniczyłem we wszystkim, co tylko dotyczyło cudownego stanu mojej połówki – zakupy, szkoła rodzenia, bieganie po tort śmietanowy o północy czy towarzyszenie we wszelkich badaniach. I właśnie któregoś razu, podczas badań USG nastąpił nagły zwrot akcji – okazało się, że jednak nie będzie nowego członka w rodzinie! Zamiast tego będzie… dziewczynka.
Kurczę, to zasadnicza zmiana!
Nie będzie klocków Lego, tylko lalki? – pół żartem, pół serio pytałem żony.
Wszystko musiałem przemyśleć od początku.
Upływały kolejne tygodnie. Moja żona tylko raz zapytała, czy chcę uczestniczyć przy porodzie. Odpowiedziałem krótko, acz stanowczo – NIE.
Nie, bo nie! Bo to straszne, bo widoki nieprzyjemne, bo kobiety podczas porodu potrafią wygarnąć facetowi za wszystkie czasy. Bo się boję.

Jeśli facet was zapewnia, że co to nie on, że będzie przy porodzie, że takie rzeczy go nie ruszają… to macie farta. Ale ja im nie wierzę. Ma się pietra jak cholera!
No bo spójrzcie sobie na nas. Żyjemy sobie spokojnie – większość z nas nie wychyla nosa sprzed monitora/telewizora/komórki/samochodu czy czym tam wasz men się interesuje – obiadek podadzą, pogłaskają, a tu nagle mamy uczestniczyć w czymś takim!
A jednak na 3 tygodnie przed porodem – coś się we mnie zmieniło. Nagle rzekłem:

– Kochanie! Będę przy Tobie! – dumnie prężąc pierś niczym heros.

Wyobrażacie sobie jakie było moje zaskoczenie, gdy moja najwspanialsza kobieta stwierdziła, że chyba gorzej znoszę ciążę od niej?
I tak w ogóle, to teraz ona już nie chce!
I ma ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie się mną…
No masakra… W końcu kiedy udało mi się ją przekonać – nie zdążyłem (!) na poród, czekając w korytarzu obok.
Ale za to przeciąłem pępowinę.
I wszystko stanęło w miejscu.
Doznałem szoku.
Piękne dziecko (Uffff! Nie wrodziło się w tatę!), cichutkie… przysiadłem i zwyczajnie zapłakałem ze szczęścia.

Potem potoczyło się szybko – odwiedziny świeżo upieczonych dziadków, telefon do firmy, że biorę tacierzyńskie, odbiór gratulacji i powrót do domu.
Na razie sam.
Siedząc w domu, przeżywałem to wszystko na nowo. Człowiek mimowolnie myśli nad tym czy podoła (co jest co najmniej bez sensu, bo takie rzeczy powinno się jednak przemyśleć wcześniej), jak wychować takiego szkraba, no i jak się podzielić codziennymi obowiązkami.

I chociaż po przyjeździe dziewczyn do domu, starałem się jak mogłem – przygotowywałem posiłki, sprzątałem, prałem i ogólnie zajmowałem się domem, to przy córce… nie pomagałem.
To zadanie przerastało mnie psychicznie – zmiana choćby pieluchy, była dla mnie wyzwaniem nie do przejścia.
Ciężko mi opisać, co konkretnie się ze mną działo. Cieszyłem się z Lilki, duma mnie rozpierała jak patrzyłem na żonę. Niby jej pomagałem, ale przy dziecku nie bardzo chciałem wspomóc.
Zabawa? Bardzo chętnie.
Położyć spać albo ululać? Nie ma problemu!
Ale przewinąć?
Nakarmić?
Wykąpać?
Stałem, patrzyłem się tępo i… nie docierało do mnie, co się właściwie dzieje i co ta kobieta obok do mnie artykułuje.

Jeśli jesteś w ciąży, bądź planujecie dziecko – bierz poprawkę na to, że nie tylko ty możesz przeżyć szok poporodowy. Facet, może zablokować się nawet bardziej od ciebie!

Co mi pomogło?

Najlepszym co mogłem zrobić, było wzięcie urlopu rozpoczynającego się z chwilą porodu. Przydał się nie tylko dziewczynom, ale i mi. W sumie, to głównie mi.
Klaudyna angażowała mnie we wszystkie czynności przy córce i starała się (tak, widziałem to!) nie krytykować mnie i nie poprawiać.
No, raz tylko mnie opierdoliła zwróciła mi uwagę, że to również moje dziecko, więc mam przestać się w kółko jej o wszystko pytać i zacząć podejmować samodzielne decyzje.
Dziś się z tego śmieję – uwielbiam swoją córcię i poświęcam jej większość wolnego czasu. Świata poza nią nie widzę.

A jeśli mężczyzna was zapewnia, że narodziny go nie ruszają – pokiwajcie głową ze zrozumieniem (żeby jego duma nie ucierpiała) i przypomnijcie sobie ten tekst. Może się okazać, że pomimo jego zapewnień on także nie będzie wiedział, co i jak robić.

Prawa do zdjęcia należą do – Salim Fadhley.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.