Okiem faceta – Na spacer!

czapka dla dziecka, facet o kobietach, jak ubierać niemowlaka, męskim okiem, okiem faceta, spacer z niemowlakiem

Czy mężczyzna jest na tyle odpowiedzialny, by wyjść z dzieckiem na spacer?

Od zawsze – jako mąż, ojciec i przede wszystkim facet – lubiłem zajmować i bawić się z dziećmi. Nie miało dla mnie znaczenia czy jestem z nimi spokrewniony czy nie. Mogłem się bawić samochodzikami, klockami czy też (mało męskimi) lalkami. Szczególnego uroku takie zabawy nabrały, kiedy doczekałem się własnej pociechy. Do całej puli rozrywek, doszła kolejna.

Spacery.
Ale o ile ja bawiłem się podczas nich doskonale, o tyle każda napotkana przez nas kobieta – zawsze miała coś do powiedzenia. Uściślając – płeć piękna – w dużej mierze. Na szczęście, nie wszystkie baby mają tę „wspaniałą” cechę, że widząc mężczyznę na spacerze z dzieckiem, od razu muszą coś wtrącić.

Pamiętam, kiedy mój starszy brat doczekał się syna. Ja, mając niecałe 18 lat i będąc chrzestnym – czułem się w obowiązku, by podskoczyć raz w tygodniu do brata i wziąć malucha na spacer.
Ależ pękałem z dumy!
A najbardziej – kiedy spacerując niewielkimi uliczkami osiedla Saska – napotykałem się na emerytki. Starowinki bacznie mi się przyglądały i krzyczały w głos:
– No, do czego to doszło?! Żeby TAKI smarkacz… a już dzieciaka miał? Gówniarzeria! Matka zaniedbała, a TERAZ O! Ma się z nim kobiecina! Oj ma…

Na złość babciom, przytakiwałem że to moje – śmiejąc się w duchu z ich oburzenia.
Ale będąc sprawiedliwym – wiele dziewcząt w podobnym do mojego wieku, z równą ciekawością zaglądało do zawartości, prowadzonego przeze mnie wózka. Co druga zagadywała!
W szkole pyszniłem się do kolegów:
– Chłopaki! Wiecie, że laski mogę wyrywać na swojego chrześniaka?

No co? Taka prawda. Jako podrostek, nie przejmowałem się czczą gadaniną i w całej tej sprawie, widziałem same plusy.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Otóż, te wszystkie historie, przypomniały mi się podczas przechadzki po ZOO. Kiedy po ogrodzie zoologicznym chodziliśmy wszyscy razem – w sensie ja i moje dwie wspaniałe kobiety – wszystko było ok. Nikt na nas nie zwracał uwagi.
Wystarczyło, by Klaudyna odeszła od nas na kilka metrów, bym poczuł się jak klaun na środku areny. KAŻDA kobieta, przechodząc obok naszej dwójki – rzucała hasła w stylu:
– Och! Czapeczkę córeczce, by pan założył!
– A czapka?!

I wersja Ninja (skradająca się kobieta, rzucająca niby do mnie, ale w przestrzeń):
– CzapkęZałóżCzapkę!

Najbardziej się wystraszyłem babki, która prowadząc wózek – zostawiła swojego podopiecznego – i podbiegła do mnie, mrucząc zaklęcia:
– Biedne dziecko! Czapeczki nie ma! Nie ma czapeczki? Uszy chore… Nie pomyślał…Chore będzie… Dziecko małe…

Po czym uciekła, potykając się na krawężniku i obracając się w moją stronę co chwila.

Moje drogie Panie! Tatuś pomyślał o czapeczce!
Tyle, że po pierwsze – moja córka czapek nie chce nosić i płacze gdy je zakładam!
Po drugie – jeżeli już tak bardzo interesujecie się cudzym dzieckiem i uważacie się za idealne – miejcie odwagę cywilną, zwrócić się otwarcie, bezpośrednio. A, nie się skradacie i straszycie ludzi!
Po trzecie – naprawdę uważacie, że kobieta wypuszczając swego partnera z największym skarbem swego życia –  nie przygotuje obowiązkowego zestawu spacerowego? Ja za każdym razem dostaję całą listę, a Lila ma prawie 2 lata!
I po czwarte – skąd takie przeświadczenie, że facet nie potrafi zająć się odpowiednio swoim dzieckiem?

Przede wszystkim, chciałbym podkreślić raz jeszcze – uogólniam. Nie zawsze też chodzi  o czapkę. Powód do szkolenia znajdzie się zawsze i na każdy temat – to najprostszy przykład.
Ale z drugiej strony – naprawdę, szlag człowieka może trafić. Na przestrzeni 100 metrów, zostałem w ten sposób zaczepiony ok. 9 (!) razy. I pewnie dlatego tak mało, że Klaudyna dość szybko dołączyła do nas ponownie.
Wówczas jak ręką odjął!
Znów stałem się niewidoczny dla społeczeństwa.

Podobnie jest, kiedy udaję się na spacerek po osiedlu np. na plac zabaw. Przykro mi, przyznaję się wszem i wobec – toleruję sytuacje, kiedy widzę, że przy temperaturze 18 stopni, dzieci chodzą w czapce, kurtce i szaliku (!). Toleruję, bo żyję w myśl zasady – nie moje dziecko, nie moja sprawa, nie ja wychowuję. Ja swojej córki w taką temperaturę bym tak nie ubrał i nie ubieram. A też szkoda mi – eskimoskiego dzieciaka.

To… smutne.
Nikt z nas nie ma pewności, czyja metoda wychowawcza jest słuszna – a każda taka napotkana kobieta, uważa się w sprawie ubioru za ekspertkę.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wracając z takiej przechadzki, jestem podwójnie wykończony. Zabawianiem córki i słuchaniem komend, co mam robić. Takie babska psują nam cały urok, wspólnych spacerów.
Jeżeli wasi faceci mają tak samo, to szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię – kiedy potem słyszę narzekania, że nie palą się do zajmowania dziećmi. Odechciewa się już po 100 metrach.

Na koniec, muszę przyznać, że zdarzają się przyjemne wyjątki. Czasami, natrafię na wzrok pełen uznania, bądź jakaś nieznajoma – szczerze zagada, ot tak – krótka pogawędka podczas czekania, aż pociechy wybawią się w piaskownicy.
Tyle, że to margines.
A jedyne czego tak naprawdę pragnę – to zwyczajnego braku zainteresowania. Na spacer wychodzę ja i córka. A nie po to, by wysłuchać dennych uwag i jakiś docinek. Zachowaj je dla siebie. Ja od zwracania uwagi, mam już swoją żonę.

Amen.


Prawa do zdjęcia – Aurimas.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.