Facet w piaskownicy – zachowania, które mnie irytują na placu zabaw

dzieci na placu zabaw

Lubię dzieci i wspólne z nimi rozrywki. Rodzina się ze mnie śmieje, że na wszelkich rodzinnych uroczystościach robię za niańka. Tak samo chętnie, chodzę z córką na plac zabaw. Nie mogłem się doczekać, kiedy Lila w końcu zacznie siedzieć, aby zacząć zabierać ją na huśtawki i do piaskownicy.

Czasem jednak odnoszę wrażenie, że część osób nie może się odnaleźć w zabawie z dziećmi. Uprzejmie więc przypomnę, że plac zabaw to takie miejsce, w którym istnieją pewne zasady. Oczywiście niektóre z nich są narzucone przez administrację obiektu, druga połowa jest niepisana:

  • Na placu zabaw, wszyscy powinni się dobrze bawić. Ty z komórką też.
  • Dziecko pozostaje pod opieką rodzica lub prawnego opiekuna. Tak, tak!
  • Na teren obiektu nie wprowadza się zwierząt. Twojego słodkiego Puszka o rozmiarach doga niemieckiego, też nie.

Trzy zasady. TRZY teoretycznie proste zasady, ale mimo wszystko ciężko znaleźć miejsce, w którym są respektowane.

Na osiedlu, w którym mieszkam, znajdują się dwa mini centra rozrywki dla najmłodszych – ze zjeżdżalniami, piaskownicami i innymi bajerami.

Jeden z tych placów omijamy szerokim łukiem. Ludzie tam przychodzący ze swoimi pociechami, to według mnie największe buractwo w okolicy. Kiedykolwiek byśmy tam nie przyszli – zwyczajnie nie da się skorzystać z żadnej atrakcji. „Starsze” 4-5-letnie dzieci, bez żadnej kontroli przejmują władzę nad sprzętami, a dorośli w tym czasie są pochłonięci patrzeniem w telefon, książkę lub w ogóle ich nie ma.

Nie możemy pozwalać na to, by jedno dziecko blokowało zabawkę na długi czas. Do największej zjeżdżalni ustawia się kolejka, ale nikt nie może zjechać, bo jeden tyran stoi i nie chce nikogo przepuścić. Na moją uprzejmą prośbę, aby zjechał – wybuchnął złością, że to jego. Negocjacje? Zapomnij!
– Moje, moje, moje! – krzyczał.
Na nic argumenty. Z drugiej strony – przecież się nie pobijemy. Odpuszczam, robimy co innego. Zastanawia mnie tylko gdzie w tym czasie rodzic? Gdzie jakaś edukacja, że potomek korzysta z dobra wspólnego, więc teoretycznie każdy powinien mieć szansę z niego skorzystać?

Innym razem, kiedy się świetnie bawiliśmy na karuzeli – podeszła do nas kobieta i nie pytając nas o zdanie, stwierdziła:

– Leć, pobaw się teraz z tą dziewczynką.
Nawet się ucieszyłem, bo chciałbym, by córka miała kontakt z innymi dziećmi. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że wspomniana matka polazła sobie gdzieś (?), a dzieciak nie odstępował nas na krok przez następną godzinę. I mimo że mieliśmy zaraz wracać – jak osioł czekałem na tę kretynkę, bo najzwyczajniej w świecie – szkoda mi było jej dziecka.

I tak się czasem zastanawiam, co ci ludzie mają w głowach? Zostawiają dzieci „pod opieką” obcego faceta. Nie wie, kim jestem. Nie wie, jakie mam zamiary. Gdyby tej dziewczynce stała się krzywda podczas wspólnej zabawy, to kto by za to odpowiadał? Jak można być tak nieczułym i ograniczonym?
Myślicie, że przesadzam? Niestety, ale tego typu sytuacje są nagminne!
Zanim mnie do końca trafi szlag, próbuję rozmawiać z tymi, rzekomo „dorosłymi”. Nie skończę jeszcze zdania, a już słyszę:
– A co mnie pan będziesz pouczał!
– Moje dziecko nie robi nic złego – jest bardzo dobrze wychowane!

Albo:
– No wie pan co?! Taki to problem chwile popatrzeć na Olgierda/Bożydara/Aurelię? I tak na swoje się pan gapisz, to co? Odejmie panu, że się na moje spojrzysz?
Nie wiem sam, czy ludzie są bezczelni, czy z braku argumentów – od razu atakują. Chyba że to i to.

Ale, zmieniając temat. Psy.

Wspaniałe zwierzęta – sam miałem w swoim życiu dwa i oba mocno kochałem. Mimo wszystko, kiedy wybierałem się na plac zabaw – pieska zostawiałem w domu, bądź za ogrodzeniem. Okolice piaskownicy, zjeżdżalni i huśtawek – to nie miejsce dla zwierzaka. Zawsze, kiedy widzę kątem oka, że ktoś wprowadza swojego czworonożnego przyjaciela na teren oblegany przez dzieci – wyją mi w głowie wszystkie alarmy. Nie przyjmuję żadnego tłumaczenia – że piesek ułożony, że kocha dzieci, że grzeczny, że… NO ŻADNEGO tłumaczenia nie przyjmuję.

Pomijam już fakt alergii, bo moje dziecko (odpukać) zdrowe. Ale ja tego czworonoga nie znam. Nie wiem, czy jest po szczepieniach, czy nie ma robaków, albo czy coś mu nie strzeli do łba i w zabawie, nie pacnie zębami mojej córki. O tym, że obsikuje i często sra, gdzie stoi – nie muszę mówić. Właściciel sprzątający po swoim pupilu, niestety cały czas wzbudza sensację.

Mimo wszystko mam wrażenie, że największy problem placów zabaw to dzielenie się zabawkami. Wiecie, co ja myślę na ten temat?

Nie ma problemu! Kochane dziecko – chcesz łopatkę? To bierz! Chcesz wiaderko? Proszę bardzo! Ale nie wyrywaj zabawki mojej córce z ręki! A jeśli to robisz, to niech twoja mama, bądź tata zareaguje – przecież po coś tu siedzą. Bawimy się tym, co jest – ale nie walczymy o zabawki. Nie sypiemy piaskiem po oczach, bo to brzydko, a oczy szczypią! I najważniejsza rzecz – jak idziesz do domu, to nie zabieraj naszych zabawek ze sobą. Możesz się nimi bawić, ale potem je oddaj. Fajnie by też było, że jeżeli bawisz się naszymi zabawkami, to sam pozwalasz skorzystać z własnych. Nie lubimy, gdy nie dajesz swoich zabawek, a żądasz naszych.

Nie chcę generalizować, bo jest masa wspaniałych osób, z którymi można spędzić godzinę, albo więcej na miłej rozmowie, podczas gdy nasze podrostki doskonale się bawią. Jednak jeden taki terrorysta bez opieki  sprawia, że wszyscy siedzą struci. Bo co mu zrobią? Mogą się pożalić na forum tak, jak ja.
Jeśli jesteś jednym z takich bezstresowych wychowawców – to teraz piszę do ciebie. Rozumiem, że chcesz się zrelaksować i odpocząć. Prawdopodobnie jesteś przemęczony/a jak my albo nawet bardziej. Okej! Tyle że trafiłeś w złe miejsce. Nikt tutaj nie będzie się zajmował twoim dzieckiem. Nie mam zamiaru także fundować mu zabawek, czy organizować rozrywek, bo ty chcesz poczytać sobie książkę albo przejrzeć fejsika. Plac zabaw to miejsce, w którym możemy nadrobić czas z dzieckiem, który tracimy na pracę i obowiązki domowe. To chwila, podczas której budujemy relację i więzi, a jednocześnie je wychowujemy i uczymy życia w społeczności. Jak ci się nie podoba – wracaj do domu i wróć, kiedy będziesz gotowy na zachowanie szacunku wobec innych tam obecnych.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • Sandra Sułek-Mieszczanin

    No tekst z ust mi wyjęty 🙂
    Przeczytałam i na samą myśl (bo znam każdy z tych przypadków doskonale) aż mi się krew zagotowała. Nie raz się zastanawiam jak rodzice mogą być tak beszczelni…
    Na przełomie lat, wspominając jak ja byłam mała zauważam, że rodzice a głównie matki zrobiły się strasznie leniwe, nie chce im się nic, dlatego preferują takie bezstresowe i samodzielne wychowanie. Oczywiście one później odwracają tą sytuację i chwala jakie to one mają odważne i samodzielne dzieci, nic nie muszą robić, one same znajdą sobie zabawę i zabawki(najlepiej te cudze) , o nic nie muszą się martwić itd.
    Szkoda tylko , że żadna z tych matek nie powie, że jednocześnie te dzieci są niegrzeczne, nie raz ordynarde i bez manier jakichkolwiek.
    Ech, znaleźć w tych czasach plac zabaw z dobrze wychowanymi Rodzicami to cud 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Moja babcia zawsze powtarzała: „Traktuj ludzi tak, jak sam chcesz być traktowany”. Złota zasada, która działa w każdym miejscu i czasie.
      Przykre jest, że niektórzy traktują plac zabaw jako swoiste przedszkole lub przechowalnie dziecka.
      Ja również czasem się zastanawiam z czego to wynika – z lenistwa, bezczelności czy zwyczajnej głupoty. Wydaje mi się, że raczej to ostatnie – ludzie chyba zwyczajnie nie mają wyobraźni, co się może stać i jakie są konsekwencje takich wypadków. Nie tylko dla dziecka, ale i dla rodzica.

  • Wojciech Pietrzak

    Z większością artykułu się zgodzę, ale nie ze wszystkim.

    Moje dziecko w piaskownicy lubi się pobawić z innymi dziećmi. Niekoniecznie z ojcem, którego ma i w domu. I nie jest tak, że muszę na nie ciągle patrzeć, żeby na pewno nic złego się nie stało (jej czy komuś z jej powodu).

    Co do dobrej zabawy „Ty z komórką też”… Kiedyś miałem taką sytuację.

    Siedzę sobie na placu zabaw zatopiony w lekturze. Dzieciaki hałasują, biegają, bawią się, czasem wrzeszczą, niekiedy wyją, płaczą, a mnie nic nie jest w stanie od tego oderwać. Nagle przypiedziela się jakiś facio i zaczyna mi truć cztery litery, że zachowuję się niewłaściwie. Grzecznie, ale stanowczo odpowiadam, że to nie jego sprawa. A ten robi się coraz bardziej buraczany na twarzy, udowadnia mi, że to jednak jego sprawa, że nawet nie wiem, czy mojemu dziecku nic się nie dzieje, w ogóle nie patrzę, czy ono nie krzywdzi lub czy jemu nie dzieje się krzywda, tylko sobie czytam. Na to ja, wciąż grzecznie, ale wciąż stanowczo, że człowiek się myli, wiem, że mojemu dziecku nic nie jest i że ono niczego nikomu nie robi. Już niemal wrzeszcząc spytał, skąd to wiem. No to odpowiadam: wiem to stąd, że moje dziecko jest właśnie u dziadków, a ja sobie sam, bez dziecka, przyszedłem na plac zabaw poczytać książkę.

    Zobaczyłem minę tego faceta, jak zrozumiał, że wyszedł na idiotę przez to, że pouczał innych, jak mają wychowywać swoje dzieci. I wiecie co? Nigdy lepiej się nie bawiłem na placu zabaw. Właśnie dzięki czytaniu książki.

    • Wiesz, moja Klaudyna też chodziła na plac zabaw jak była w ciąży. Jednak mimo wszystko uważam, że jeżeli przychodzisz na plac zabaw z dzieckiem to Twoim obowiązkiem jest jednak pilnowanie swojego dziecka. Rozumiem, że możesz wierzyć w możliwości i umiejętności swego dziecka, że nikomu nic nie zrobi.
      Sytuacja jest zgoła odmienna kiedy pociech jest zwyczajnie dużo. A jak wiemy – gdzie tłok, tam łatwo o sprzeczki czy spory.
      Osobną kwestią jest to, że przecież nikt nie karze Ci się z dzieckiem w piaskownicy bawić. Dziecko pozostaje pod Twoją opieką. To, że jemu ufasz, nie zwalnia Cię z odpowiedzialności za nie.

      • Wojciech Pietrzak

        Oczywiście, że nie zwalnia. I nie czuję się zwolniony z tej odpowiedzialności.
        Natomiast tak się składa, że mimo, że naprawdę sporo czytam wychodząc z dzieckiem, nigdy jakoś nie miałem za co być odpowiedzialny. Dlatego trochę irytuję się, gdy ktoś usiłuje na mnie wymusić prewencję, o której ja, ze względu na to, że znam swoje dziecko, wiem, że byłaby nadmierna.

        • I to, że nie czujesz się z odpowiedzialności zwolniony chciałem od Ciebie usłyszeć 🙂 Co więcej – zgadzam się również w kwestii, że nadmierna prewencja również jest szkodliwa.
          Ważne jest to, żeby nie zgadzać się na „nicmnienieobchodzizm” oraz „zajmijsiemoimdzieckizm” 😉
          To miejsce zabaw – a nie niepotrzebnych stresów i sporów

  • Natka

    Ja jeszcze dodam, że często pisana zasada o zakazie palenia jest łamana. Ostatnio miałam taką sytuację, że młody tatusiek, krocze w spodniach po kolana, majty na wierzchu i czapka na bok, przyprowadził swą córeczkę, lat mniej niż 2, na plac zabaw. Odstawił i od razu faja w gębę. I latał za maleńką rozpylając smród wokół siebie i innych dzieci. Reakcja rodziców, którzy stali dość blisko, zerowa! Przyczłapałam i zwróciłam uwagę i mało wzrokiem nie zostałam zabita. „Pan” tłumaczył się, że szybko pali(!). A jeszcze dobre są niektóre babcie :P, przynoszą na plac zabaw masę zabawek do piasku, a później, nie daj boże, jakieś dziecko choć spojrzy na łopatkę to babcia z pół sekundy zdąży ją zabrać i położyć obok wnuczki/wnusia. Uroki placów zabaw 🙂

    • Obojętność rodziców na takie skrzywione zachowania jest smutna. Z drugiej strony – społeczeństwo ogólnie ma problem z brakiem reakcji nawet na najgorsze zachowania…

      Z paleniem nie miałem problemu – u nas na osiedlu nie spotkałem się z taką sytuacją. I obym nie musiał 🙂

      • Kiedyś widziałam, jak zwracają uwagę nastolatkom, aby z piwem przenieśli się gdzieś indziej, poza obszar placu zabaw. Jest nadzieja! 😉

      • Magdalena Smagacz

        mimo iż sama jestem paląca matką, nie zezwalam na palenie na placu zabaw, ani na jazdę na rowerkach (nawet tych biegowych), a tym bardziej na wprowadzanie zwierząt ( zdarzyła się też fretka 🙂 ). A ponieważ nie jestem już małoletnią mamuśką i wychowałam już 2 dzieci ( mam nadzieję że wychowałam 😛 ) jestem najstarsza na placu zabaw z mam.
        ponieważ zawsze zwracam uwagę na zachowania niezgodne z regulaminem już nie raz usłyszałam że stare babsko czepia się.
        Czepiam się ale również dla bezpieczeństwa ich dzieci.
        raz po zwróceniu matce uwagi aby córka nie jeździła rowerem po placu gdzie bawią się dzieci bo może być nieszczęście , najpierw zostałam przez nią zmieszana z błotem po czym dziewczynka niestety wjechała w „pajęczynę” ze sznurków i straciła 4 zęby niestety stałe. 🙁
        .

    • panirolnik.blogspot.com

      Ostatnio będąc nad naszym morzem rozłożyliśmy się tak w miarę blisko wody…no ale znalazł się ktoś kto chciał być bliżej i koniecznie musiał nam przesłonić widok…pal ich licho pomyślałam, nie przeszkadzają mi…I nie przeszkadzali do momentu jak mamuśka nie wyciągnęła fajek…Mój A. zwrócił jej uwagę że nam to przeszkadza i zapytał czy nie mogłaby przesunąć się z tym papierosem parę metrów dalej/…Pani zaczęła krzyczeć że zachowujemy się jakby ona co najmniej ognisko tu rozpaliła i nie raczyła odejść…Pełna kultura…

  • panirolnik.blogspot.com

    amen – chciałoby się rzec na końcu! a co do rodziców z komórką powiem tak – technika pomniejszyła świat, sprawiła go bardziej dostępnym, ale zrobiła też wielką krzywdę dzieciom bo łatwa dostępność do internetu sprawia że rodzice zapominają o tym na co na prawdę powinni w danym momencie zwracać uwagę…najważniejsze to dodać zdjęcie „stylizacji” dziecka na instagram…

  • Kobiety pod tym względem są bardziej tolerancyjne, bo zwykle siedzą cicho. Mój mąż bez ogródek mówi w takich sytuacjach co myśli i później połowa mam z placu zabaw się do mnie nie odzywa. Na szczęście w tej połowie mieszczą się właśnie te ciężko odpoczywające, z wypiekami na twarzy przeglądające gazetki promocyjne i zabawiające się komórą.

    Kiedyś jednak trafił mi się w piaskownicy zupełnie inny okaz: matka siedząca z dzieckiem w piaskownicy i pilnująca własnych zabawek. To dopiero był denerwujący przypadek, bo ani swojemu dziecku nie pozwoliła się bawić naszymi zabawkami, ani mojemu dotknąć rzeczy jej córki. Skończyło się tym, że musiałam zabrać córkę z piaskownicy, bo nie szło się dogadać z mamusią.

    • Tak, czasem nie ma co kopać się z koniem. Tym bardziej, że piaskownic jest raczej sporo – zwykle – na osiedlu 😉

  • Z tym wyrywaniem zabawek, lepiej nauczyć dziecko walczyć o swoje, mniej będzie płakać w przedszkolu. U nas na placu zabaw było sporo zabawek bezpańskich, dzieci je sobie wzajemnie wyrywały, ale…. wystarczyło mniej ingerować i okazywało się, że co prawda od czasu do czasu pobiły się pięściami, ale już pięć minut później jedno za drugie by w ogień skoczyło. U dzieci agresja jest formą porozumiewania się i trzeba im trochę pozwolić. Że czterolatki to szarańcza na placu zabaw – niestety potwierdzam (mam dziecię w tym wieku), cóż, dlatego lepiej chodzić z młodszymi dzieci na specjalne place dla nich. Jest taki fajny plac zabaw w Grodzisku Mazowieckim przy stacji, jest park Bajka w Błoniu – tam są strefy dla maluchów i „szarańcza” aż tak ich nie terroryzuje. 🙂 Ludzie z komórkami – ja się na nich nawet nie patrzę, przyzwyczaiłam się, że ja i tata Kluski robimy czasem za opiekunów większej ferajny. Na początku mnie to drażniło, teraz mam w nosie. Tym bardziej że czasem dzięki nam obce dziecko może choć raz w życiu poczuć się docenione. Pamiętam, jak kiedyś jakaś „ignorowana przez opiekunów” dziewczynka pochwaliła się, że umie liczyć do 10 po angielsku. Bardzo się tym jej liczeniem zachwyciliśmy, a tata Kluski nawet pogratulował. Żebyś widział jej minę. Od tamtej pory przyklejające się do nas obce dzieci są mile widziane. 🙂

    • Oj, sam znam wiele przykładów, gdzie dzieciom wystarczy dać odrobinę uwagi by pokazały się z tej lepszej strony.
      Co więcej – też często robię za nianię i w większości sytuacji mi to nie przeszkadza. Jednak jakaś elementarna uwaga dorosłego jednak jest z mojej strony wymagana.

  • Raf

    Z podobnych historii pilnowania cudzych dzieci miałem sąsiadkę, która notorycznie podrzucała nam do domu swoją córkę ‚żeby sie pobawiła z koleżankami’. Czasem codziennie! Ja rozumiem, że sama ją wychowuje i czasem po prostu musi gdzieś pojechać coś załatwić, ale najczęściej powodem było jej wygodnictwo!
    Szkoda mi tej dziewczynki, chwaliła się nam że jej córka jest taka samodzielna bo w wieku 4lat potrafiła obsługiwać youtuba z bajkami na tablecie. Matka sama 2 razy w tygodniu chodziła na basen i jakieś pilatesy, oczywiście sama bez córki, bo musi się wyluzować…